Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
niedziela, 29 września 2013

Syn biegnie dzisiaj w maratonie warszawskim. To już jego kolejny maraton. W tym roku udział w biegu bierze ponad 10 tysięcy zawodników, faworytami są biegacze afrykańscy, przede wszystkim Kenijczycy, to zresztą chyba już reguła w tego typu zawodach. Syn ostatnio walczył z kontuzją stopy, odczuwa ból w nodze, a do przebiegnięcia jest ponad 42 km po asfalcie! Mam nadzieję, że po biegu zajmie się już tą stopą na poważnie.

Dobrze, że pogoda ładna, u nas teraz świeci piękne słońce. Słońce jest prawie takiego koloru jak te dynie, które można spotkać przy drodze pod Warszawą.

 

U mnie na śniadanie były placki dyniowe z cynamonem. Mąka, mleko, jajka, dynia utarta na grubej tarce, wymieszać, usmażyć, trochę posypać cukrem i cynamonem. Jeśli ktoś chce, może wetrzeć do tej masy jabłka, ale ja lubię samą dynię.

piątek, 27 września 2013

Dzisiaj u mnie medycyna ludowa. Zachorowałam i postanowiłam leczyć się sama. Mleko z masłem i miodem, sok malinowy, czosnek, szałwia do płukania gardła i bańki. Kto mi postawi bańki? - zaczęłam się zastanawiać. Nie znalazłam nikogo, kto by to potrafił, a sama przecież sobie nie postawię.

Trudno mi dokładnie powiedzieć, na jakiej zasadzie bańki działają, wiem, że pomagają przy infekcjach dróg oddechowych, zapaleniach oskrzeli, zaziębieniach, kaszlu, itp. Moja mama kiedyś często nas w ten sposób leczyła i zawsze z dobrym skutkiem, potem mój mąż wyręczał mnie i stawiał bańki naszemu dziecku, a kiedyś, gdy byłam chora, mąż w ten sposób wyleczył także mnie.

W domu mam bańki tradycyjne, szklane, tzw. ogniowe. Podobno takie są najskuteczniejsze, ale widziałam też bańki próżniowe, nie budzące wśród chorych lęku, bo nie używa się przy ich stawianiu ognia, próżnię osiąga się przy pomocy odpowiedniego zaworu.  

 Jak się bańki stawia? Na wszelki wypadek przypomnę, może komuś to się przyda.

Najpierw trzeba bańki umyć ciepłą wodą i wysuszyć. Plecy można posmarować tłustym kremem. Przygotowujemy trochę spirytusu, świecę i wacik na drucie. Od świecy zapalamy lekko nasączony spirytusem wacik. Bańkę trzymamy w lewej ręce tuż nad plecami chorego, prawą ręką na 2 sekundy wkładamy do niej płonący wacik, wyjmujemy go i przystawiamy bańkę do ciała. Kiedy tak postawimy około dwudziestu baniek, przykrywamy plecy chorego kołdrą. Po 15-20 minutach zdejmujemy bańki, lekko podważając je z jednej strony. I teraz trzeba leżeć w łóżku przez dwa dni, a przynajmniej nie wychodzić z domu.

 O czym należy pamiętać? Podobno nie można w ten sposób leczyć chorych z gorączką powyżej 38,5.  Bańki zwykle stawiamy na plecach, ale nie na łopatkach, nie na obojczykach, nie na kręgosłupie. Należy oczywiście omijać znamiona, jeśli ktoś je ma, nie można też stawiać baniek w okolicach serca ani na piersiach.

 Życzę wszystkim zdrowia.

 

 

.

środa, 25 września 2013

Od tygodnia jestem chora, złapałam jakąś infekcję. Leżę i bezmyślnie patrzę przed siebie, nawet czytać mi się nie chce. Mam jednak nadzieję, że już z tego będę wychodzić. Pozdrawiam wszystkich zaglądających do mnie:)

poniedziałek, 16 września 2013

Obrać ze skórek 3 kiście winogron, usunąć z nich pestki, rozgnieść, dodać łyżkę otrąb pszennych i trochę mniej niż pół łyżeczki oliwy z oliwek. Wymieszać. Nakładać na twarz i pocierać okrężnymi ruchami. Potem umyć twarz ciepłą wodą.

Czas winogron! Bardzo lubię winogrona. Okazuje się, że są one dobre na wszystko, także w kosmetyce mają zastosowanie. Podobno występujące w winogronach polifenole bardzo korzystnie działają na skórę. Kiedyś używałam kremu winogronowego, pamiętam, że był niezły. Może komuś przyda się ten przepis na maseczkę peelingową.


Na powyższym zdjęciu znajdują się winogrona, które kiedyś rosły na mojej działce.

 

czwartek, 12 września 2013

Zainspirowana dyskusją o tematyce krakowskiej przeczytałam biografię świętej Jadwigi. Królowa Jadwiga to niezmiernie ciekawa postać. Młoda kobieta (zmarła w wieku 26 lat!), odznaczała się ogromną zręcznością polityczną, wielką mądrością; nie tylko opiekowała się biednymi, zakładała szpitale, wspierała sierocińce, ale też wyciszała konflikty, a także bardzo dbała o rozwój nauki i kultury narodowej. Była kobietą światłą, czytała, znała języki, na jej dworze spotykali się ówcześni uczeni, a swoje klejnoty, zresztą jak i cały majątek, przekazała na rozwój Akademii Krakowskiej, bo - jak mówiła - "naród bogaty to naród wykształcony".

  I tyle na ten temat. To taki mój krótki przyczynek do dyskusji o wyłączeniu "Pana Tadeusza" i książek Sienkiewicza z kanonu lektur szkolnych i o wykształceniu narodu dzisiaj.

wtorek, 10 września 2013

To były trzy słoneczne dni spędzone z rodziną. Słoneczne pod względem dosłownym jak i przenośnym. Bardzo miły czas.

Teraz już codzienność. Jesień stoi u progu. Dzisiaj trochę zaglądałam do sklepów, szukając sobie jakiejś odzieży na tę porę. W Busku nie musiałyśmy się spieszyć, więc też czasami odwiedzałyśmy sklepy z odzieżą, których tam jest dużo. Mnie podobało się czarne poncho, bardzo ładne, ale ponieważ było dosyć drogie, więc nie kupiłam od razu, a później już go nie było. Halina, natomiast, w Busku zaopatrzyła się w piękny jedwabny szal koloru turkusowego i dwa sznurki korali o identycznych turkusowych barwach. Ona ma wyczucie plastyczne, więc zaraz w swoim pokoju zrobiła z tego oraz z przywiezionej biżuterii, dekorację, a mówiąc językiem nowym, instalację i ja to podziwiałam do końca pobytu:)

Cudny ten początek września! Życzę wszystkim pogody ducha. Może się przydać. Pozdrawiam:)

 

 

środa, 04 września 2013

Do Buska zabrałyśmy ze sobą kijki do nordic-walking, więc najwięcej czasu spędzałyśmy na długich spacerach, a tam jest gdzie spacerować. Rozległy park zdrojowy ze starymi drzewami wśród których szaleją wiewiórki, a u góry latają chmary ptactwa. Wieczorami często siadałyśmy na ławce koło fontanny, gdzie pełna wdzięku piękna dziewczyna grała na skrzypcach. Z przyjemnością słuchałyśmy tych koncertów. Po koncercie zwykle chodziłyśmy do "Marconiego" czyli do pięknego budynku sanatorium wybudowanego przez Henryka Marconiego, polskiego architekta włoskiego pochodzenia, tego, który m.in. zaprojektował gmach Hotelu Europejskiego w Warszawie. W "Marconim" znajduje się pijalnia wód i ja tam piłam wodę siarczkową. Ta woda ma okropny smak i prawdę mówiąc, nie zauważyłam, żeby ktoś poza mną był w stanie ją przełknąć, ale ja jestem twardą kobietą, uważałam, że będąc w uzdrowisku wodę pić trzeba i w końcu już nawet byłam bliska jej polubienia:)) Nawiasem mówiąc, ona jest chyba nawet gorsza w smaku niż woda Zuber z Krynicy. Kto próbował pić, wie, o czym mówię.

Obok rozciąga się nowo utworzona część parku z ładnymi oczkami wodnymi, już także pełna uroku, bo kwitną tam nenufary, pływają kaczki, szeleszczą trzciny, są szerokie aleje i rozpościera się widok na miasto. Kilkakrotnie chodziłyśmy pod górkę, "do miasta", ale tam mi się mniej podobało, zresztą centrum jest całkowicie rozkopane i trudno się chodzi. I na razie tyle. O tym, w jaki sposób jeszcze spędzałyśmy czas w Busku, napiszę, może jutro.

Po kilku dniach przerwy dzisiaj było znów słonecznie i pięknie. Byłam na Krakowskim Przedmieściu. Mnóstwo wycieczek, mnóstwo ludzi spacerujących. Do kościoła św. Krzyża chyba cała Japonia ciągnęła. Ponieważ w tym kościele znajduje się serce Fryderyka Chopina, więc odwiedzenie tego miejsca jest jednym z głównych punktów wszystkich wycieczek Japończyków, którzy kochają muzykę Chopina. Wszędzie ich dużo, oczywiście z aparacikami w rękach przygotowanymi do fotografowania. Ja ubrałam się za ciepło, więc nie mogłam długo chodzić. Po załatwieniu swoich spraw musiałam wracać do domu, chociaż mi się bardzo nie chciało, a jutro podobno też ma być ciepło. Lubię taką pogodę.

wtorek, 03 września 2013

Wiele osób jeździ do Buska, wszyscy są zadowoleni, więc zdecydowałam, że i ja tam pojadę. Wraz z moją przyjaciółką, tą, z którą wyjeżdżałam w ubiegłym roku, zamówiłyśmy pokoje w pensjonacie i obie pojechałyśmy.

 Jak już wczoraj pisałam, od początku do końca naszego pobytu była wspaniała słoneczna pogoda. Ciche spokojne miejsce, mimo że to główna ulica uzdrowiska, ładne pokoje, a dookoła towarzystwo miłych ciekawych ludzi. I klimaty prawie wyłącznie krakowskie. Wszędzie sprawy krakowskie. Najczęściej słuchałam Radia Kraków, bo to coś dla mnie nowego, oglądałam telewizję krakowską i posiłki jadłyśmy też z osobą pochodzącą z Krakowa. Przy stole długie rozmowy, niezwykle interesujące (i wcale nie o polityce).

Ponieważ pojechałyśmy do uzdrowiska, trzeba było to wykorzystać, więc wykupiłam sobie kąpiele siarczkowe. Wody siarczkowe są specjalnością Buska. Każdego dnia o godzinie siódmej rano zanurzałam się w czarnej cieczy, która podobno jest dobra na wszystko. Wybrałam tak wczesną porę, żeby później mieć wolny cały dzień. Halinie szkoda było czasu na zabiegi i nie korzystała z nich.

       

Jutro postaram się napisać, jak spędzałyśmy czas. Dzisiaj już jest późno.

poniedziałek, 02 września 2013

 Przez dwa tygodnie byłam w bardzo przyjemnym, bardzo słonecznym miejscu i było mi tam bardzo dobrze.


 

Spacerowałam tymi alejkami w pięknym, rozsłonecznionym parku.

          

Cieszyłam oczy kwitnącymi grzywieniami, przyglądałam się pływającym kaczkom

 

 

 

oraz pięknie ukwieconym balkonom.


I mieszkałam przy tej kolorowej ukwieconej ulicy koło parku.

 

A gdzie byłam? Jutro napiszę, a może już ktoś rozpoznał tę miejscowość?

Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast