Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
wtorek, 30 września 2014

 

Jak już wspomniałam w poprzednim wpisie, przez wiele wieków Trastevere było dzielnicą biedną, zaniedbaną, brudną i niebezpieczną. W ostatnich latach dokonały się tu wielkie zmiany. Trastevere stało się niezwykle modne, w starych kamienicach przy wąskich uliczkach mieszczą się wytworne apartamenty, eleganckie restauracje, pracownie najznakomitszych artystów, a mieszkania osiągają niebotyczne ceny.
Mimo tych przemian na szczęście można tu jeszcze zobaczyć niewielkie urokliwe zakłady rzemieślnicze, nosem wyczuć na odległość zapach chleba z małej piekarni, jak dawniej zobaczyć bieliznę rozwieszoną na sznurach nad ulicą i przed domem spotkać krępą włoską mammę rozsierdzoną na niesfornego chłopca, która, kiedy ją pytam o drogę, zamienia się w anioła.
Nieliczni rodzimi mieszkańcy tej dzielnicy nie nazywają siebie rzymianami, starają się zachować swoją autonomiczność, czują się tubylcami, swojakami, utożsamiają się z Trastevere, które nie zawsze należało do Rzymu, w skład Wiecznego Miasta weszło dopiero w I wieku n.e. W starożytności mieszkali tu Etruskowie.

Ale chodźmy na spacer!

 



 

Via Trastevere zdecydowanie wyróżnia się spośród innych ulic tej dzielnicy. To duża arteria z późną, bo dziewiętnastowieczną zabudową, jeżdżą po niej tramwaje i autobusy.


 
 



Jesteśmy głodni? Trzeba tylko wybrać miejsce, stoliki są co parę kroków.



Pacyfistyczna deklaracja została zręcznie wykorzystana w celach reklamowych.



piątek, 26 września 2014

 

Kiedy zdecydowałam się jechać do Rzymu, postanowiłam, że w pierwszej kolejności będę odwiedzać te miejsca, których nie widziałam podczas poprzedniego pobytu we Włoszech ponad jedenaście lat temu (a może trochę więcej - później sprawdzę dokładnie).

Wiedziałam na pewno, że przede wszystkim muszę zobaczyć ZATYBRZE. Zatybrze (włoska nazwa to Trastevere), jest najstarszą  częścią Wiecznego Miasta, malowniczo położoną na zachodnim brzegu Tybru. W pierwszych wiekach, a także w okresie średniowiecza i renesansu mieszkali tu rybacy, drobni kupcy, ubodzy rzemieślnicy. Każdy kto czytał "Qvo vadis" wie, że na Zatybrzu mieszkali pierwsi chrześcijanie. Była to ludność biedna, a dzielnica była brudna, zaniedbana i niebezpieczna.

Na Zatybrze poszłam w południe tego dnia, kiedy rano byłam w Watykanie. Oczywiście idę piechotą, staram się jak najmniej jeździć, żeby wszystko dokładnie widzieć. Wychodzę z Placu św. Piotra, skręcam w prawo w Via Borgo Santo Spirito.

Przechodzę obok budynku z tą ładną kapliczką z 1665 roku (na dole jest data). 



 Idę pustymi uliczkami.

 Idę na pamięć, na podstawie trasy, którą oglądałam w maps.google.com. Plan miasta razem z przewodnikiem zostawiłam w swoim pokoju na via Cassia. Kiedyś było takie powiedzenie, że "język do Kijowa zaprowadzi". Może na Zatybrze też. Wiem, że najpierw muszę dojść do Piazza della Rovere. Gdzie jest ten plac? Kręcę się, szukam, to chyba jeszcze dalej. Pyta młodą dziewczynę, śmieje się i wskazuję na tabliczkę z nazwą placu niemal nad moją głową.

Dalej już prosta droga.

Muszę tylko przejść na drugą stronę bardzo ruchliwej szerokiej ulicy. W Rzymie żaden kierowca nie zatrzymuje się przed pasami, przejście trzeba wymuszać.

Idę ciekawymi uliczkami, rozglądam się. Zatybrze jawi mi się trochę jak Stare Miasto wymieszane z warszawską Pragą. Praga też ostatnio miejscami staje się ekskluzywna. Klimat zbliżony:)

Urocze zaułki, kręte wąskie uliczki, mnóstwo pizzerii i restauracji.

Zdjęcia uzupełnię później, gdyż nie mogę teraz odnaleźć tych potrzebnych spośród wielu innych, które zrobiłam. O Zatybrzu też będę jeszcze pisać w następnej notce (o ile mi Blox pozwoli, gdyż teraz piszę z wielkimi trudnościami, występują jakieś problemy techniczne, więc muszę zrobić przerwę.).



 



 

 

 

niedziela, 21 września 2014


Wysiadam z kolejki na stacji San Pietro. Stamtąd do Watykanu idzie się parę minut. Po wyjściu z dworca w lewo, zaraz w prawo, potem prosto przez krótki tunel. Przechodzę przez bramki kontrolujące bagaż i już jestem na Placu Świętego Piotra. Dlaczego cały świat musiał przyjechać do Watykanu akurat wtedy, kiedy ja tu jestem? - zastanawiam się, patrząc na gigantyczną kolejkę do wejścia. Stojąc na tym ogromnym placu, który może pomieścić około 400 000 ludzi, próbuje policzyć postacie świętych znajdujących się na kolumnadzie. Nie udaje mi się, więc sprawdzam i już wiem: 140 figur.

 

Na szczęście kolejka dosyć szybko się przesuwa. Jeszcze punkty kontrolne i wraz z tłumem ludzi wchodzę do Bazyliki. Kieruję się w stronę prawej nawy, mijam lśniącą, wykonaną z pięknego białego marmuru, Pietę Michała Anioła. Pieta zawsze robi ogromne wrażenie. Cierpiąca Maryja trzyma na kolanach Syna zdjętego z krzyża, ale wizerunek jest pogodny, pełen spokoju i harmonii. Michał Anioł miał tylko dwadzieścia trzy lata, kiedy zaczął tworzyć Pietę. Niektórzy zarzucali mu, że Matka Boska jest za młoda, ma zbyt młodą twarz, ale wtedy on odpowiadał, że twarz jest odzwierciedleniem piękna duszy. Trudno oderwać wzrok od tej twarzy. 

I już jestem przy Grobie św. Jana Pawła II. Modlę się. Bardzo tu dużo ludzi z różnych krajów. Niektórzy mimo widocznych znaków zakazu usiłują robić zdjęcia. Próbują podchodzić do balustrady ołtarza. Co chwila interweniują strażnicy.

W Bazylice św. Piotra może zmieścić się nawet 60 000 ludzi. Teraz też jest tłoczno. Przez kilka wieków była to największa budowla sakralna na świecie, ostatnio zajmuje drugie miejsce po kościele niedawno wybudowanym na Wybrzeżu Kości Słoniowej.

 Dołączam się do grupy z Poznania, która niestety zaraz już kończy zwiedzanie, więc środkową nawę zwiedzam z wycieczką ze Szkocji.

Bazylika jest wzniesiona na miejscu ukrzyżowania św. Piotra w 67 roku. Grób Apostoła mieści się pod głównym ołtarzem.

Nie opisuję dokładnie Bazyliki, gdyż wszystko można znaleźć w sieci. Zresztą wiele osób w Watykanie było. Zamiast zdjęć wklejam tylko adres strony Bazyliki św. Piotra. Trzymając lewy przycisk myszy, można obraz powiększać, przybliżać i dokładnie wszystko obejrzeć, także Pietę. Nie ma niestety tu jeszcze Grobu Jana Pawła II, gdyż do beatyfikacji znajdował się on w podziemiach.

czwartek, 18 września 2014

 

Do Domu Polskiego przyjechałam po południu. Do kolacji jest jeszcze trochę czasu, więc po odświeżeniu się i wypakowaniu rzeczy chodzę po piętrach i się rozglądam.

Jest to wielki dom, pięknie utrzymany, sterylnie czysty. Kupiła go Polonia w 1981 roku w darze dla Jana Pawła II. Obok części hotelowej mieszczą się w nim: ośrodek dokumentacji pontyfikatu naszego Papieża, duża biblioteka i archiwum gromadzące wszystkie dokumenty dotyczące JPII. A poza tym cały dom jest wielkim muzeum. Na ścianach, w gablotach, w szafach, wszędzie eksponowane są dary, które Jan Paweł II otrzymywał od różnych osób i instytucji z całego świata. Po śmierci Papieża przedmioty te zostały przekazane tutaj. Obrazy, gobeliny, medale, rzeźby, klucze do poszczególnych miast, instrumenty muzyczne, itp., a także przechowywane w wydzielonej sali prezenty od osób prominentnych, np. piękne spinki od Jerzego Buzka, obraz od Aleksandra Kwaśniewskiego czy oprawiona w czerwoną skórę ogromna księga z przepięknymi rycinami od księcia Monako.  Na tablicach wiszących na ścianach domu wyryto nazwiska osób, które w znaczący sposób finansowo przyczyniły się do powstania tego ośrodka, wśród darczyńców są osoby z Polski.

Pokoje wygodne, chociaż skromnie wyposażone, ale, jak wspomniałam, wszędzie jest bardzo czysto. Na trzecim piętrze znajduje się kuchnia z dużą jadalnią. Są lodówki, kuchenka z piekarnikiem, naczynia, sztućce, a także automaty z napojami.  Osoby, które nie zamówiły posiłków, mogą je tutaj sobie przygotowywać we własnym zakresie, tym bardziej że po przeciwnej stronie ulicy znajduje się dwupoziomowy market "Simply" i można tam  wszystkie potrzebne produkty kupić. Widziałam, że ludzie gotują nawet całe obiady.

Na miejscu można zjeść śniadanie, które każdego dnia jest o godz.8.00 albo wcześniej, po uzgodnieniu. Na śniadanie są bułki, masło, szynka, serki topione, dżemy, kawa, mleko, herbata. Obiadokolacja o godzinie 19.15 i w jej skład zwykle wchodzi zupa, mięso albo ryba, ziemniaki, surówka, owoce i każdego dnia wino, czasami jest też ciasto.

Dom znajduje się w pięknym parku.

 



 


Zielono wokół

 


Opuncje obok jednego z pawilonów.

 

 

 



 

 

 

 To dla przykładu zdjęcia tylko kilku eksponatów. Jest ich ogromnie dużo.

W Domu Polskim czułam się wspaniale. Są tam bardzo ciepłe klimaty. Przy stole podczas posiłków spotykałam sympatycznych ludzi, którzy przyjechali z różnych stron Polski, były także grupy ze Szwecji i ze Stanów. Najczęściej rozmawialiśmy o Rzymie, o tym, co widzieliśmy i dokąd jeszcze warto pójść.

O moim chodzeniu po Wiecznym Mieście i o moich zachwyceniach napiszę wkrótce. Teraz muszę pochylić się nad zdjęciami, które zrobiłam i jakoś je uporządkować.

środa, 17 września 2014

Dobrze. Lecę do Rzymu, ale przecież muszę gdzieś tam mieszkać. Szukam hotelu, porównuję ceny i warunki, sprawdzam położenie. Wreszcie na forum internetowym natknęłam się na opinie osób, które mieszkały w Domu Polskim Jana Pawła II. Nawet nie wiedziałam, że taki dom w ogóle w Rzymie istnieje, napisałam maila i szybko dostałam odpowiedź. Zamówiłam pokój z łazienką wraz z posiłkami i transportem z lotniska.

Samolot linii Alitalia ląduje na lotnisku Fiumicino im. Leonarda da Vinci (niektóre samoloty z Polski innych linii przylatują na Ciampino).

Fiumicino położone jest około 30 km od Rzymu. Jest to ogromny port lotniczy.To jest strona lotniska Fiumicino: http://www.adr.it/web/aeroporti-di-roma-en-/pax-fco-fiumicino , klikając w tytuł "In airport", można znaleźć plany poszczególnych terminali (Alitalia urzęduje w terminalu 1), rozkład przylotów i odlotów, a także informacje na temat możliwości dojazdu do centrum miasta. Dzięki znajomości "terenu" mniej będzie stresu:)

Ja, mimo że zamówiłam transport, na wszelki wypadek nauczyłam się, jak można do Domu Polskiego dojechać z lotniska samodzielnie. Na lotnisku, w kiosku, należy kupić bilet na pociąg za 8 € i trzeba go skasować przed wejściem na peron (w pociągach kasowników nie ma!). Pociągiem FR1 jechać do stacji Roma Trastevere, tam przesiąść się do pociagu Fr3 jadącego w stronę Bracciano, Cesano albo Viterbo i jechać 9 przystanków do stacji La Gustiniana. Jednak z tym Viterbo trzeba uważać, gdyż nie wszystkie pociągi tam jadące zatrzymują się w La Gustniana. Kiedy już w Gustiniana wysiądziemy, należy przejść przez nieduży plac i po prawej stronie znajduje się przystanek autobusowy. Można wsiąść w "201", "223" albo "021" i jedzie się 3 przystanki). Jednak do środków komunikacji miejskiej potrzebny jest inny bilet, spółki ATAC, który kupuje się w kioskach Tabacco albo w kiosku na lotnisku. Bilet ten uprawnia do korzystania ze wszystkich środków lokomocji na terenie Rzymu. Bilety ważne przez 100 minut kosztują 1,5€, dzienne - 6€, trzydniowe - 16,5 € i karty tygodniowe, imienne - 24€. Kiedy się znalazłam w Rzymie, zaraz sobie taką kartę tygodniową kupiłam i mogłam już jeździć swobodnie wszystkimi środkami transportu; autobusami, tramwajami, metrem, kolejką, ale tylko w obrębie miasta, na trasie do Fiumicino nie można jej używać. Bilet okresowy kasuje się tylko raz.

Ale na mnie czekał samochód, więc nie musiałam korzystać z miejskiej komunikacji. I bardzo dobrze, gdyż podróż kolejką byłaby dla mnie bardzo uciążliwa ze względu na bagaż.

 Po trzydziestu minutach jazdy ładną obwodnicą byliśmy już w Domu Polskim. Rozpoczęła się moja druga rzymska przygoda.


Dwa miesiące temu w mojej głowie powstała idea, żeby pojechać do Rzymu. We Włoszech już byłam, w Rzymie też, jedenaście lat temu z mężem i synem, ale teraz chciałam pojechać tam SAMA na trochę dłużej i tylko do Rzymu. Na propozycję przyjaciółek "a może bym z tobą pojechała", starałam się nie reagować i szybko kupiłam bilet na samolot Alitalii.

   Mimo że w domu miałam dwa przewodniki po Rzymie, kupiłam jeszcze jeden. Dobry, tylko niestety okazał się za ciężki (gruby papier, lakierowane okładki, dodatkowy plan, wszystko to trochę waży i w rezultacie potem na wycieczki go nie zabierałam, chodziłam tylko z planem). Kupiłam też sobie nowy plecak, ponieważ uważałam, że ten, który mam (skórzany, na podszewce) jest za ciężki. Kupiłam lekki, wygodny, ale niesamowicie kolorowy. Na początku niezbyt dobrze się z nim czułam ze względu na tę jego barwę, ale potem okazało się to bardzo wygodne, na przykład na lotnisku czy na Placu św. Piotra przy przechodzeniu przez punkty kontrolne. Mój plecak można było od razu wyłowić spośród wielu innych:)

   Wiedziałam, co chcę w Rzymie zobaczyć i dokąd pójść, więc zaczęłam czytać przewodniki, wiadomości z Internetu, zaczęłam studiować mapy komunikacyjne i układać trasy mojego zwiedzania. Zdawałam sobie sprawę z tego, że muszę być dobrze przygotowana, gdyż jadę sama, muszę liczyć na siebie, a poza tym nie chciałabym na miejscu tracić czasu na dodatkowe rozterki. Dobra organizacja to podstawa sukcesu. I to mi się zawsze sprawdza:)

   Sprawy transportu miejskiego zaprzątały mi najbardziej głowę. Na szczęście jest wyszukiwarka http://www.atac.roma.it/index.asp?lingua=ENG%EF%BB%BF . Szukam tam połączeń autobusowych z miejscami, które chcę odwiedzić. Korzystam z  https://www.google.pl/maps/place/Rzym,+Włochy/ , oglądam trasy mojego przyszłego zwiedzania, zapisuję szczegóły, zachwycam się tą stroną i korzystam z porad jej autora, przeglądam forum. A w głowie coraz większy chaos. Do tego dochodzą ostrzeżenia o kradzieżach i inne podobne rozterki. Trochę się niepokoję, bo przecież jadę sama.

Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast