Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
poniedziałek, 30 października 2006

Rano pakujemy się i jedziemy do Toledo. Po drodze mijamy gaje oliwne. Bardzo dużo drzew oliwnych. Podobno na jednego mieszkańca Hiszpanii wypadają cztery drzewka.

Toledo, chyba najpiękniejsze miasto świata (chociaż później o kilku jeszcze innych tak powiem). Dawna stolica Hiszpanii, wielki zbiór narodowych zabytków tego kraju. Z trzech stron otoczone jest rzeką Tag płynącą w głębokim wąwozie. Piękna i znana na świecie jest panorama Toledo z szosy wyciętej w skałach na lewym brzegu Tagu.  Toledo jest "skalistą powagą, chwałą Hiszpanii i światłem jej miast". Tak powiedział Cervantes. Małe domki, śliczne wąskie uliczki i zaułki. Układ tych uliczek pozostał niezmieniony od średniowiecza. Mnóstwo niewielkich kramików, gdzie przede wszystkim jest dużo ceramiki. Kupuję dwa dzbanki z napisem "Toledo". Jeden przeznaczę dla Z., która opiekuje się naszym mieszkaniem, a drugi zostawię sobie. Idziemy do katedry.

Piękna gotycka katedra robi wielkie wrażenie.  Jest jednocześnie bogatym muzeum malarstwa. Znajdują się tam obrazy najsławniejszych artystów. Obok siebie wiszą Tycjan, Goya, Van Dyck, Rubens i oczywiście El Greco. Budowa świątyni trwała od XII wieku do XIV. Jest pięcionawowa, oświetla ją 750 witrażowych okien. Pod dzwonnicą katedry znajduje się skarbiec wyrobów sakralnych ze złota i szlachetnych kamieni, między innymi złota monstrancja o wysokości 3 m.

 Chodzimy wąskimi uliczkami Toledo. Wstępujemy do pracowni ozdób damasceńskich. Ceny raczej wysokie, ale mąż nalega, żeby tu coś kupić na pamiątkę. Protestuję. Przed nami jeszcze wiele miast i wiele wydatków. Dochodzimy do domu słynnego malarza El Greco.

          

W kościele św. Tomasza oglądamy znany obraz El Greca "Śmierć hrabiego Orgaza".

Zwiedzamy inne zabytki, przede wszystkim Museo de Santa Cruz z imponującą galerią malarstwa, synagogę z XIV wieku, bez końca spacerujemy po czarujących uliczkach Toledo. Jutro jedziemy do Cordoby.           

Przylatujemy do Madrytu. Przed nami dwa tygodnie w Hiszpanii. Z lotniska jedziemy do naszego hotelu przy Gran Via w samym centrum miasta.

  

Madryt będziemy zwiedzać przez trzy dni. Będziemy chodzić jego pięknymi ulicami, oglądać znane place, takie jak Pl. Hiszpański, Puerta del Sol czy Pl. Mayor.  

W Madrycie odwiedzimy centrum kulturalne królowej Zofii (Centro de Arte Reina Sofia), ponieważ chcemy zobaczyć przechowywana tam "Guernicę" Picassa. Po drodze ochłodzimy się obok przepięknej fontanny, najpopularniejszej fontanny w Madrycie, przy Pl. Cibeles. Rzeźba (XVIII w.) przedstawia boginię płodności, Cybele, na wozie zaprzęgniętym w lwy.    W Muzeum Prado zobaczymy najsławniejsze obrazy tego świata. Zawiruje nam tam w oczach od największych nazwisk artystów: Tycjan, Goya, Velazquez, Rafael, Tintoretto, Rubens... Dołączymy do tłumku zwiedzających wpatrzonych w jeden z najpopularniejszych obrazów w Prado, Goya: "Maja naga".

  

Z nieco mniejszą uwagą popatrzymy na "Maję ubraną".

 

Z obłędem w oczach szybko się przemieszczamy, bo chcemy zobaczyć wszystko, podobna okazja może nam się szybko nie zdarzyć. Ale Prado to ponad 3 tysiące płócien i 400 rzeźb!
Następnego dnia  odwiedzimy Eskurial - zespół klasztorno-pałacowy, w którym znajdują się arcydzieła sztuki (El Greco, Rubens, Tycjan, Murillo), a pod tamtejszą bazyliką obejrzymy Panteon Królów Hiszpani. Pojedziemy wreszcie do Doliny Poległych. W otoczeniu lasów piniowych, w granitowym masywie Gór Guadarramy wykuto tam bazylikę o długości 262 m i wysokości 22 m. Budowlę tę wzniesiono rękami więźniów politycznych w latach 1940-1956, jest tam pochowany Gen. Franco.

Oczywiście mamy też możliwość obejrzenia korridy. Ja dziękuję. Nie mogłabym na to patrzeć. Mąż idzie, bo -mówi - "byc w Hiszpanii i nie widzieć korridy, to... ".

Korrida /corrida/ to widowisko, bez którego Hiszpanie nie wyobrażają sobie życia. Korridą się żyje, o korridzie się mówi, w każdej dziurze musi byc arena, na której odbywają się walki byków.
Korrida to wielki rytuał. Składa się z kilku faz. Najpierw jest defilada uczestników w takt marsza toreadorów, potem rozpoznawanie byków przez pracowników matadora /peonów/, którzy drażnią zwierzę fioletowo-żółtymi kapami, następnie pikador, siedząc na koniu, dzidą rozrywa mięsień kłębowy byka, w drugiej fazie banderillero wbija dwie banderille /drążki z hakami/ w grzbiet byka, potem jest trzecia faza - do akcji wkracza matador ze szpadą i czerwoną muletą. Martwego byka ściąga z areny zaprzęg trzech mułów. Następuje owacja publiczności
No, coż, co kraj to obyczaj.

niedziela, 29 października 2006
Za oknem chlapie deszcz, jest ponuro i smutno, a ja jestem na uczcie, na uczcie staropolskiej. Stoły ustawione w podkowę, na stole piękna, srebrna zastawa (porcelany nie znano do XVIII wieku), śliczne szkło: kieliszki, karafki, szklanice. Przed rozpoczęciem bankietu do każdego gościa podchodzą dworzanie, jeden ze srebrnego naczynia polewa gościom na ręce wodę, drugi trzyma wielką miednicę, też srebrną. Dwaj inni trzymają za końce kilkumetrowy ręcznik,  którym goście wycierają dłonie. Za krzesłem każdego z nich stoją słudzy przyprowadzeni przez swoich panów na ucztę. Kobiety siedzą przy oddzielnym stole, bo taki jest zwyczaj.
Niestety, to tylko lektura. Czytam książkę "Życie polskie w dawnych wiekach". Autorem jest Władysław Łoziński.
 

Zatrzymaliśmy się obok placu, gdzie zwykle odbywają się szkolenia uczestników kursu na prawo jazdy. Teraz na tym placu nie ma ruchu. Przyszedł tylko ojciec z małym chłopcem i wielkim, wypasionym, kolorowym samochodem pod pachą. Samochód jest zdalnie kierowany i jeździ sobie po tym placu w tę i w tamtą stronę, a ojciec jest całkowicie nim pochłonięty. Od czasu do czasu podnosi jednak głowę i gromkim głosem nawołuje: "Karol, chodź! Karol, chodź zobacz, jak dobrze chodzi!" Karol nie reaguje, tylko biega po placu i krzyczy: "bach, bach!", trzymając w ręce długi patyk z nabitymi na jego koniec dużymi, żółtymi liśćmi.
Potem ojciec już nawet nie podnosi głowy, tylko podążając wzrokiem za samochodem, jak mantrę powtarza swoje wezwanie: "Karol, chodź, zobacz! Karol, chodź, zobacz!" Ale w odpowiedzi słychać tylko: "bach, bach" dolatujące z drugiego końca placu.

wtorek, 24 października 2006
sobota, 21 października 2006

Cudny dzień dzisiaj. Bardzo ciepło i piękne słońce. Byłam na bardzo długim spacerze, a kiedy wróciłam, przejechaliśmy z mężem tę trasę samochodem, żeby policzyć kilometry. Okazało się, że przeszłam 9 km! Bardzo lubię chodzenie.  Zawsze szukam okazji, żeby iść, a nie jechać.

piątek, 20 października 2006

Nigdy nie żartuję z tematów, które ludzie wpisują w Google i w ten sposób wchodzą do mojego bloga. Jednak dzisiejsze pytanie jednej z osób wzbudziło mój lekki uśmiech. "Czy ja kiedyś będę chuda?" - pyta zdesperowana internautka. Rozumiem problem, ale  boję się, że mój blog nie przyniesie odpowiedzi na to pytanie. Moja metoda na nietycie, którą  stosuję od wielu miesięcy, jest jedna: nie jeść absolutnie żadnych słodyczy! Można wytrzymać z takim wyrzeczeniem. Po pewnym czasie już się nie ma na słodycze ochoty. A rezultaty cieszą.

I jeszcze parę słów o dzieciach. Czytam w gazecie, że jedno z centrów handlowych organizuje właśnie konkurs "na najmilszego brzdąca". Konkurs jest dla dzieci w wieku od roku do trzech lat, a nagrodą główną ma być weekend dla całej rodziny na zamku koło Bolesławca.
Bardzo mi się ten konkurs nie podoba, uważam nawet, że jest szkodliwy dla dzieci. A poza tym czyż wszystkie dzieci w tym wieku nie są miłe?
czwartek, 19 października 2006
"Cała Polska czyta dzieciom". Podobno Polska czyta, ale z dziećmi nie rozmawia. Dzieci są w stanie oglądać bajki, ślęczeć przez pół dnia przy grach komputerowych, ale nastawiają się wyłącznie na odbiór. Mają ubogi język, nie potrafią opowiedzieć, co widzą na obrazku, późno zaczynają mówić, bo rodzice z dziećmi nie rozmawiają. Przeczytałam właśnie na ten temat ciekawy artykuł (Aleksandra Postoła: "Nieme pokolenie", "Wprost", 39/06).
środa, 18 października 2006

Okazuje się, że najbardziej zagorzałymi blogowiczami są Francuzi. Bloguje tam 60% użytkowników Internetu.  Wyprzedzają w tym Anglików, Niemców i Amerykanów. Charakter ich blogów też jest szczególny. Są agresywne i bardzo krytyczne wobec rzeczywistości. Mówi się nawet, że tak intensywne blogowanie może mieć wpływ na sprawy społeczne kraju. Ludzie wygadają się na blogach i przestaną protestować na ulicach.

     A jakie właściwie są nasze blogi? Czy są z nich jakieś korzyści społeczne? Dlaczego blogowanie jest teraz tak popularne?


  

 
1 , 2 , 3
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast