Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
niedziela, 28 października 2012

Rano poprzesuwałam wskazówki na wszystkich swoich zegarach, a mam ich osiem. Potem stwierdziłam, że czas na każdym z nich jest inny, na dwóch różnica wynosiła nawet dziesięć minut. W tych przypadkach dokonałam korekty, ale pozostałych nie chce mi się przestawiać, bo tej czynności nie lubię. Zdecydowanie przyłączam się do głosu tych osób, które uważają, że czasu zmienić nie należy i twierdzę tak nie tylko dlatego, że denerwuje mnie to przestawianie zegarków, ale także dlatego, że nie lubię, kiedy wcześnie robi się ciemno. W tej chwili jest po szesnastej i właśnie muszę zapalić światło.

W komentarzach pod moją ostatnią notatką piszecie, że podoba się Wam Nowy Świat. Dodaję więc jeszcze jedno zdjęcie z tej ulicy. Szłam tamtędy   przed tą okropną jesienio-zimą, która tak nagle przyszła.

Kilka dni temu byłam z synem na cmentarzu, posprzątaliśmy i cieszę się, że byliśmy tam jeszcze przed zmianą pogody. Jutro pojedziemy na Wawrzyszew, bo na tamtym cmentarzu znajdują się groby sióstr i brata mojego taty, a nie będę mogła tam być we Wszystkich Świętych. Wawrzyszew znajduje się w północnej części miasta,  około 25 km od mojego domu, trzeba przejechać przez całą Warszawę.

Żeby zmienić temat, napiszę jeszcze, że kilka dni temu kupiłam sobie nowy telewizor, nieduży, 26 cali, do małego pokoju. Wiem, że teraz jest moda na nieposiadanie telewizora, ale z przykrością ja się z niej wyłamałam, bo mam nadzieję, że zobaczę w telewizji jeszcze także coś innego niż wybory prezesa od piłki nożnej, którym w każdej stacji poświęca się więcej czasu i emocji niż - jak przypuszczam - za oceanem wyborom prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Kończę, bo zaraz idę na herbatę do swoich sąsiadów. Zapraszamy się na zmianę, raz oni u mnie, raz ja u nich. Teraz ich kolej.

 

wtorek, 16 października 2012

Ale ulewa u nas!!! Od trzech godzin pada tak jakby chmura się oberwała. Chyba to dobrze, bo deszcz podobno jest potrzebny, ale nie rozumiem tego zamieszania z meczem, który miał się odbywać na Stadionie Narodowym. Na murawie pełno wody, a przecież to miał być tak bardzo nowoczesny stadion, nie można było tego dachu zasunąć? Tak sobie myślę, ale na szczęście to nie jest moje zmartwienie.

Ja się cieszę, że moje mieszkanie lśni, bo dzisiaj było duże sprzątanie, poza tym zostałam zaproszona na imieniny mojej koleżanki z pracy, Teresy, na sobotę.

A teraz jeszcze kilka zdjęć sprzed kilku dni. Ulica Nowy Świat w Warszawie.

 

 

  

 

     Nowy Świat, róg Ordynackiej

   

niedziela, 14 października 2012

Baumgartner znajduje się już 30 km od ziemi. Śledzę to w wielkim zdenerwowaniu i patrzę na twarz jego matki, którą od czasu do czasu pokazują. Ona przez cały czas się uśmiecha. Zastanawiam się, jak to możliwe. 

Ale piękne słońce było dzisiaj!!! Mam nadzieję, że u Was też i że mieliście bardzo dobry dzień. Ale ja już muszę patrzeć na tego biednego Felixa zamkniętego w kapsule gdzieś tam strasznie wysoko, bo już się zbliża do pułapu 36 km.

wtorek, 09 października 2012

Jakoś mi się ta jesień źle zaczyna. Samopoczucie niedobre, zmartwień niemało, czasu brakuje.

Dzisiaj pralka zabrała mi kilka godzin. Najpierw po praniu nie chciały się otworzyć drzwiczki, a kiedy przy pomocy różnych sposobów je otworzyłam, woda chlusnęła na podłogę. Na szczęście mam brata inżyniera, który zawsze ratuje mnie w podobnych sytuacjach. Słuchając przez Skype'a jego instrukcji, wyciągnęłam wężyk, wylałam wodę, przeczyściłam pompę i na razie pralka działa. Od dnia, kiedy zostałam sama, coraz częściej muszę być złotą rączką we własnym domu, stale coś trzeba naprawiać.

Zdarzają się jednak i przyjemne momenty. W ostatnich dniach świętowałam imieniny moich dwóch koleżanek, z którymi pracowałam przez wiele lat. Spotkaliśmy się wszyscy w ładnej restauracji, przyszli ludzie, których nie widziałam od bardzo dawna, wspominaliśmy tamten czas, żartowaliśmy, było bardzo przyjemnie. Już czekamy na następne wspólne imieniny, nie wiem, czy to nie będą moje. Ponieważ wśród nas jest Basia, może urządzimy imieniny razem w połowie grudnia, bo, jak wiadomo, imieniny Barbary są wcześniej, a moje w nietypowym czasie.

Poza tym wypożyczyłam trochę nowych książek, więc czytam, od czasu do czasu ktoś do mnie przychodzi. W sobotę na przykład odwiedził mnie mój przyszywany siostrzeniec. Przyszedł pokazać swoje dzieci, bo nie widziałam ich już chyba od kilku miesięcy. To też było miłe.

Denerwuje mnie ta pogoda, wiatr, deszcz, słońce. I na koniec jeszcze tylko powiem, że dziś jedząc struclę makową, znalazłam w niej metalową zszywkę. To tak w celu ostrzeżenia jedzących w pośpiechu.

wtorek, 02 października 2012

 

             

 

 Piękne kasztany spadają z drzew pod moimi oknami. Jest na nie zawsze dużo chętnych, więc tych leżących na ziemi nie wszystkim wystarcza. Dzieci najczęściej starają się zbijać kasztany kamieniami, ale rezultaty tych zabiegów zwykle nie są zbyt okazałe. Lepszy pomysł miał dzisiaj pewien ojciec, który, żeby ucieszyć swe latorośle, które głośno go dopingowały, spędził prawie całe przedpołudnie na zarzucaniu na drzewo zakończonej pętlą linki holowniczej. Akcja zakończyła się dużym sukcesem i teraz tata będzie spędzał jesienne wieczory na robieniu ludzików.    

Przeczytałam ciekawą książkę: "Białoruskie ścieżki". Są to gawędy o dawnych polskich ziemiach, znajdujących się obecnie w granicach państwa białoruskiego. Autorką jest Katarzyna Węglicka, przewodnik wycieczek na Kresy. Jeśli w czyjeś rodzinie korzenie sięgają takich miejscowości jak Grodno, Mińsk, Witebsk, Holszany, Narowla, Dereszewicze, Połock, Wołkowysk, Pińsk, Kobryń, Świsłocz... i w ogóle Białorusi, koniecznie powinien do tej książki zajrzeć.

Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast