Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
czwartek, 10 marca 2016

Mój syn w dalszym ciągu przebywa na Filipinach. Przez kilka dni nie odzywał się, gdyż telefon wpadł mu do wody i przestał działać. Jest zachwycony tym krajem i ludźmi, których tam spotyka.

Niżej jedno zdjęcie ze stolicy Filipin, Manili.

"Manila - wieżowce i rudery na przemian. Widok z kawiarenki na dachu hotelu. Relaks przed wyjściem na zwiedzanie miasta. Oprócz nas jest kilkoro turystów teraz leniwie wyciągniętych na sofach. Wyjątkowo gorąco - żar leje się z nieba."

Lubię mieć porządek w domu, męczy mnie bałagan. Swoim domownikom kiedyś zawsze mówiłam, że jeśli w pokoju panuje bałagan, to i w głowie też może być nieporządek. Jednak, niestety, tak już zwykle jest, że ład w mieszkaniu krótko trwa i w kilka godzin po sprzątnięciu znów jest tak, jak było wcześniej.

Co zrobić, żeby całych dni nie spędzać na sprzątaniu? Już wiem: WYRZUCAĆ! Tej wiedzy dostarczyła mi książka, na którą w swojej bibliotece czekałam w kolejce przez osiem miesięcy (widać, że problem nie tylko mnie interesuje).

Książka "Magia sprzątania. Japońska sztuka porządkowania i organizacji". Autorką jest "ekspertka od sprzątania" Marie Kondo. Jej metoda, obok oczyszczenia przestrzeni, przede wszystkim gwarantuje przemianę życia i sposobu myślenia. Zdaniem autorki trzeba wszystko z domu wyrzucić, zostawić tylko rzeczy, które "sprawiają radość". Tej selekcji należy dokonać od razu, nie rozciągając w czasie, szybko i zdecydowanie i według określonego przez KonMari (pseudonim autorki) porządku. Trzeba zacząć od ubrań, potem książki, papiery i różności, a na koniec przedmioty, które mają dla nas wartość sentymentalną. Nie zastanawiamy się, kiedy dana rzecz była kupiona, czy jest użyteczna, od kogo ją dostaliśmy, itp., kierujemy się wyłącznie kryterium emocjonalnym (czy "sprawia radość").

Niestety, ja już jestem mało reformowalna i nie zdobędę się na totalne wyrzucanie tego, co jest w domu, gdyż właściwie niewiele  przedmiotów sprawia mi radość i gdybym tylko z nimi została, nie mogłabym funkcjonować, a jedyny pożytek z przeczytania tej książki to mobilizacja do kolejnego sprzątania, ale niestety, w starym stylu.

środa, 24 lutego 2016


Mój syn pojechał na wyprawę do Azji Wschodniej. Wczoraj dzwonił do mnie z Kuala Lumpur, stolicy Malezji, przysłał zdjęcia, a jutro leci stamtąd na Filipiny.

Nie wiedziałam, że Kuala Lumpur to takie bardzo nowoczesne miasto, ma wysoki przyrost gospodarczy, bardzo szybko się rozwija. I są tam najwyższe w świecie drapacze chmur, takie jak te dwie bliźniacze wieże Petronas Towers. Wieże są identyczne, połączone ze sobą szklanym przejściem o długości 52 m na wysokości 41 i 42 piętra. Wysokość wież: 452 metry!!! Dotąd były to najwyższe budowle na świecie, ostatnio podobno wybudowano coś jeszcze wyższego.

Z punktu widokowego na szczycie tej wieży syn zrobił zdjęcie i napisał: "Mimo że Petronas Tower to prawie 500 m wysokości, miałem dziwne uczucie, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Tak wygląda przykładowy widok - rzut oka na dachy wieżowców."

 


"A tak wygląda druga wieża z boku. Jestem pod wrażeniem całej konstrukcji, powstała w siedem lat. Na dole mieszczą się luksusowe galerie handlowe i biura. Całość jest wieczorem pięknie oświetlona, jest to punkt orientacyjny w KL." 

       

        

Ja też jestem pod wrażeniem. Muszę powiedzieć, że dotąd chyba nawet nie wiedziałam, że gdzieś tam na Dalekim Wschodzie istnieją takie niezwykłe budowle i przykro mi się zrobiło, że tylu rzeczy nie wiem. I że wielu już nie poznam.

 

I jeszcze dołączam zdjęcie z Internetu (Wik.)




środa, 17 lutego 2016

 

 Gdzieś przeczytałam ostrzeżenie: "Nie ufaj ludziom, których telewizor jest większy niż ich półka z książkami!" 

 Niezupełnie się zgadzam z tym zdaniem. Mając w domu małą półkę z książkami, zawsze można skorzystać z biblioteki, chociażby takiej jak na zdjęciu. 

   
                                         

niedziela, 14 lutego 2016

 

 

Drodzy, jak mi miło wrócić do Was po przerwie! Bardzo dziękuję, że na mnie czekaliście. Witam Was tymi pięknymi tulipanami, które kilka dni temu dostałam od mojego syna. Tulipany są znakiem wiosny i wydaje mi się, że ona już nadchodzi, dzisiaj u nas jest słonecznie i dosyć ciepło.

U mnie nic nowego, poza codziennymi obowiązkami, dużo czytam, trochę oglądam nagrane wcześniej programy i jak zwykle robię to, co bardzo lubię, czyli spaceruję (i myślę), a właściwie chodzę szybkim krokiem, oglądając przy okazji to i owo.

Gorzej jest z blogowaniem, mam duże zaległości, postaram się je nadrobić. Liczę na Waszą wyrozumiałość. Tymczasem wszystkich serdecznie pozdrawiam:)

środa, 23 grudnia 2015

               choinka

 

Chwała na wysokości,
chwała na wysokości,
a pokój na ziemi...

niech radość zagości,
nadzieja zagości,
niech pokój zagości
i w nas...

           Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!

           Szczęśliwego Nowego Roku!

 

 

        



sobota, 12 grudnia 2015

Na razie robię przerwę w pisaniu. Mam trochę zmartwień. Wrócę. Będzie mi miło, jeśli poczekacie tu na mnie.

wtorek, 24 listopada 2015

      I tak, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, rok po roku i zebrało się 11 lat!!! Już tak długo istnieje mój blog. Dzisiaj właśnie jedenasta rocznica!

     Ten dzień to doskonała okazja, żeby bardzo podziękować Wam wszystkim, miłym Czytelnikom, którzy mimo mojego  przynudzania zaglądacie, czytacie i wpisujecie komentarze. To duża przyjemność spotykać się tutaj z Wami.                                                  

                                                                 Wspomnienie ładnej jesieni

     Przy okazji wspominam wiele osób, które kiedyś były aktywne i zniknęły z blogosfery: Ankabaranka, Uruska, Jaga 62, Srebrny Glob, ListydoP., Grażyna, Alicja, oczywiście Mattkapolka i dużo, dużo innych. Bardzo szkoda, że nie piszą. Ciekawa jestem, jak im się życie układa.                                                              

     Dziękuję wszystkim i pozdrawiam:)                                                                                                                                                                                  

                                                                                                                                                                                          

niedziela, 15 listopada 2015

 Jak się ubierali ludzie? Jak wyglądało miasto? Jak wyglądały ulice (reklamy, wystawy sklepowe, pojazdy)? Warszawa przed wojną. Bardzo ciekawy film pokazujący przedwojenną stolicę. Zapraszam do obejrzenia.

Film Juliena Bryana. Julien Bryan to fascynująca postać. Amerykański filmowiec, fotograf, dokumentalista, przed wojną dokumentował życie mieszkańców różnych krajów świata. Potem, we wrześniu, był korespondentem wojennym w Warszawie, jedynym zagranicznym dziennikarzem w tym czasie. Jego pierwsze w historii kolorowe zdjęcia II wojny światowej są bardzo cenne, ponieważ Bryan niezwykle dokładnie udokumentował gehennę ówczesnej Warszawy, zarówno działania wojskowe jak i życie ludności cywilnej. Przez radio informował świat o tragedii Polski, zwracał się do prezydenta Roosevelta o pomoc dla Warszawy. Zgromadził bardzo bogatą dokumentację, wywiózł na Zachód 700 zdjęć oraz kasety z sześcioma godzinami filmów, po wojnie przyjeżdżał tutaj, w Polsce zrobiono film o jego życiu "Korespondent Bryan", zmarł w latach siedemdziesiątych, jego syn przekazał Polsce bezcenne dokumenty.

piątek, 13 listopada 2015

Sześć lat temu też był piątek. Najgorszy piątek mojego życia, zmarł mój mąż. Miał 62 lata.

Dzisiaj rano msza w naszym kościele, przyszli przyjaciele, którzy stale pamiętają. Wówczas, sześć lat temu, nie wyobrażałam sobie, że w ogóle da się żyć, nie mając kogoś, kto słucha tego, co mówię, kto powie "nie przejmuj się tym", kiedy się martwię, kto pójdzie ze mną tam, dokąd chcę pójść. "Lecz widać można żyć bez powietrza" - jak powiedziała poetka.

I znów całe wspólne życie jak film przesunęło mi się przed oczami. Od dnia, kiedy na trzecim roku studiów poznałam wysokiego szczupłego chłopca z sąsiedniego wydziału i jego koledzy powiedzieli mi: "to jest najlepszy student na roku", a ja spojrzałam z podziwem, do tamtego piątku z listopada 2009 roku. Przez wszystkie lata, przez tyle dni... Ale to trudny film, nie można go za często oglądać... 

Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast