Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
niedziela, 18 października 2015

Kiedyś utwory Żeromskiego należały do moich ulubionych lektur. Na początku były oczywiście szkolne "Syzyfowe prace", a potem zaczytywałam się już wszystkimi jego powieściami, a nawet opowiadaniami i nowelami. Bardzo dużo czasu poświęciłam Żeromskiemu, a teraz też niekiedy zdarza mi się wracać do tych książek.

Dlatego, kiedy znalazłam się w Nałęczowie, zaraz poszłam do Muzeum Żeromskiego czyli do słynnej Chaty. Byłam tam już wiele lat temu, ale nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności także podczas tego pobytu.

Zapraszam na wspólną wycieczkę.

Wychodzimy z Parku Zdrojowego, przecinamy ulicę Armatnia Góra, skręcamy w wąską skromną ulicę Żeromskiego. Chata to letni domek Pisarza, właściwie jego pracownia. Na stałe mieszkał on bowiem w willi żony, Oktawii, tę willę teraz zasłaniają nam drzewa.

 

I już jesteśmy na miejscu.

 

Chata w stylu zakopiańskim powstała w 1905 roku. Zaprojektował ją Jan Koszczyc-Witkiewicz (spokrewniony ze Stanisławem Witkiewiczem, twórcą stylu zakopiańskiego). W roku 1928 z inicjatywy Oktawii Żeromskiej utworzono tu Muzeum Stefana Żeromskiego. Zgodnie z regułami stylu zakopiańskiego dom jest kryty gontem, zbudowany z drewnianych bali na wysokiej podmurówce. Jest to jedna izba z oszkloną wschodnią ścianą, dzięki temu od rana dużo tu słońca.

Do Chaty wchodzi się przez mały ganek.

 

 Obok znajduje się drewniana studnia.


 Treść z tablicy informacyjnej Muzeum

 

Fotografie, obrazy, meble, książki, pamiątki z podróży - wszystkie przedmioty autentyczne, należące do pisarza i rodziny Żeromskich.

 

Na ścianach portrety Stefana Żeromskiego, których autorami są między innymi Stanisław Ignacy Witkiewicz, Eligiusz Niewiadomski, Tadeusz Pruszkowski, Franciszek Siedlecki oraz portrety Adama wykonane przez znanych malarzy, na przykład Leona Wyczółkowskiego.

 

 

W kącie pokoju znajdują się narty i czekany Adama.

 

 

Mundur skauta Adama Żeromskiego, syna pisarza, który zmarł na gruźlicę w wieku 18 lat.

W 1911 roku Andrzej Małkowski powołał w Polsce pierwsze drużyny skautowe. Skauting miał na celu wychowanie młodzieży w duchu patriotycznym, kształtowanie charakterów, przygotowanie młodych ludzi do pracy dla ojczyzny. Adam Żeromski był aktywnym członkiem tej organizacji.

 

 

Alejką starego pięknego ogrodu otaczającego dom idziemy w stronę Mauzoleum Adama Żeromskiego.

 

Adam bardzo podobny do Ojca.

 

Skaut Adam Żeromski w górach.

 

Kończąc spacer, w drodze powrotnej, przy ulicy Armatnia Góra, obejrzyjmy jeszcze oryginalny drewniany kościół pod wezwaniem św. Karola Boromeusza zbudowany w 1917 roku według projektu Stanisława Grochowicza. Jego fundatorką była Ludwika Benni, wdowa po właścicielu sąsiedniej pięknej willi, lekarzu, który zachęcił Prusa do przyjazdu do Nałęczowa. Mieszkał w tej willi także Sienkiewicz. Ewa Szelburg-Zarembina opisuje ten mały urokliwy kościółek w jednej ze swoich powieści.

 

niedziela, 11 października 2015

Będzie mi miło, jeśli zechcecie obejrzeć jeszcze kilka zdjęć z Nałęczowa.

W połowie XIX wieku Nałęczów stał się modnym kurortem. Do tutejszych "wód" zaczęli przyjeżdżać znani artyści, pisarze, uczeni, politycy. Ta niewielka miejscowość szybko stała się salonem Królestwa Polskiego. Jedni przyjeżdżali tu tworzyć, budowali sobie domy, osiedlali się na stałe, inni pojawiali się na krótko, żeby zregenerować siły i wypocząć w tym niezwykłym mikroklimacie. Wyjeżdżali, ale później wracali.

Osoby związane z Nałęczowem: Stanisław Przybyszewski, Jan Parandowski, sławny malarz i grafik Michał Elwiro Andriolli (dobrze  znany ilustrator "Pana Tadeusza"), filozof Władysław Tatarkiewicz, politycy Józef Piłsudski, gen. Józef Beck, pisarki Ewa Szelburg-Zarębina, Kazimiera Iłłakowiczówna, Zofia Nałkowska, Maria Kuncewiczowa i wiele innych popularnych postaci. A przede wszystkim - jak wiadomo - mieszkał tu i tworzył Stefan Żeromski, a także przyjeżdżał Bolesław Prus, który spędził w Nałęczowie 28 sezonów.

Bolesław Prus zaprasza.

 



Przyjeżdżając do Nałęczowa, Prus szczególnie lubił przebywać w Pałacu Małachowskich. W pokoju na piętrze mieszkał i pisał "Lalkę" oraz "Placówkę".

 

  Dzisiaj na parterze Pałacu mieści się Muzeum Bolesława Prusa. Znajdują się tu przekłady książek Pisarza, zdjęcia rodzinne, korespondencja, dokumenty, rękopisy, portrety, przedmioty codziennego użytku, cytaty z utworów, plansze z informacjami biograficznymi.

 

 
 

 

Niestety, zdjęć w muzeum zrobiłam niewiele, po pierwsze, dosyć tam ciemno, po drugie, pomieszczenie było zatłoczone wycieczkami szkolnymi.

Kończę, idę znów słuchać Konkursu Chopinowskiego. Mimo że nie jestem osobą muzykalną, Chopina słuchać lubię. Podziwiam tych artystów, tacy młodzi są, ładni, a jednak chce im się całe dni poświęcać na ćwiczenia i potem znosić ten ogromny stress. A jeśli chodzi o Azjatów, entuzjastów Chopina, zupełnie nie rozumiem, co ich motywuje, ale o ile mi wiadomo, nie tylko ja się nad tym zastanawiam:)

 



piątek, 02 października 2015

  

  Po raz pierwszy odwiedziłam Nałęczów wraz ze swoją grupą studencką wiele lat temu. Była wówczas złota polska jesień, cudna, ciepła, kolorowa. Mieliśmy po dwadzieścia lat. Wtedy w Nałęczowie nasz kolega złamał serce mojej najbliższej koleżance i ja zostałam przez nią zobowiązana do pośrednictwa w tej sprawie. Niestety, moje działania nie dały rezultatów, a po powrocie z wycieczki koleżance miłość od razu przeszła, znalazła sobie inny obiekt, a wtedy ów nieczuły wcześniej kolega zaczął ją obdarzać intensywnym uczuciem. "Zrób coś, bardzo mi na niej zależy" - mówił do mnie. Mimo najszczerszych chęci nic już nie zdołałam zrobić. Od tamtego czasu Nałęczów kojarzył mi się ze złotymi liśćmi i niespełnioną miłością.

I tak przez lata kolorowy jesienny Nałęczów tkwił w mojej pamięci. Potem byłam tam jeszcze kiedyś, któregoś maja, z mężem przez tydzień, ale mieszkaliśmy na obrzeżach miasta i chodziliśmy głównie po polach i wąwozach, omijając uzdrowisko.

Tym razem wybrałam pensjonat, który znajduje się blisko Parku Zdrojowego. W Parku spędzałam każdego dnia dosyć dużo czasu, korzystałam z nałęczowskiego mikroklimatu, energicznie spacerując po malowniczych alejkach.

A teraz pospacerujmy razem.



Park Zdrojowy powstał w XVIII wieku z inicjatywy Stanisława Małachowskiego, posła na sejm i marszałka Sejmu Czteroletniego, a także współtwórcy Konstytucji 3 Maja. 


 

Na terenie Parku znajduje się najstarsze nałęczowskie sanatorium "Książę Józef".

 

W centrum pięknego klombu stoi rzeźba przedstawiająca głowę Stefana Żeromskiego. Pisarz rozpoczął tu pracę w 1890 roku jako guwerner dzieci Michała Górskiego. Tu też poznał swoją przyszłą żonę, Oktawię z Radziwiłłowiczów Rodkiewiczową. To również w Nałęczowie, w swojej pracowni pisał “Dzieje grzechu” i “Popioły”. Mieściła sie ona w chacie zbudowanej w stylu zakopiańskim. Dziś znajduje się w niej Muzeum Stefana Żeromskiego

Copy the BEST Traders and Make Money : http://bit.ly/fxzulu

 

 

 

 

Idąc dalej, obok stawu, widzimy duży stary bicykl. Można na niego wsiąść i zrobić sobie zdjęcie. Niżej, w płytach chodnika, umieszczone są tabliczki z wyrytymi autografami najsławniejszych polskich kolarzy, Stanisława Królaka, Czesława Langa, Stanisława Szozdy, Ryszarda Szurkowskiego, Mai Włoszczowskiej i innych. To "Kolarska Aleja Gwiazd". 

 

 


 

 



 

 

Panny Nałęczowskie - rzeźba Adama Smolany

 

To moja ulubiona alejka, najczęściej tędy chodziłam.

 

Teraz odwrócił głowę ze wstydu! Ten gagatek bardzo mi się naraził! Kiedy szłam z białą reklamówką w rękach (w reklamówce były pyszne nałęczowskie ciastka), wraz ze swoimi białymi koleżankami zaczął mnie szarpać za reklamówkę, potem za rękawy kurtki, syczał, trzepotał skrzydłami, a na koniec uszczypnął mnie w dłoń tak mocno, że czerwony ślad mam do dzisiaj. Niestety, nie mogłam mu dać tych ciastek, gdyż słodkie na pewno by mu zaszkodziło, ale on tego nie chciał zrozumieć.

sobota, 26 września 2015

Już jestem, wróciłam!  Przebywałam w miejscowości, w której znajduje się ta ławeczka. Kto zgadnie, gdzie byłam? Dla ułatwienia dodam, że jest to miejscowość urocza, a osoba siedząca na ławce jest powszechnie znana.

 

czwartek, 27 sierpnia 2015

Przez ostatnie dwa dni kołacze mi się po głowie ten refren Rosiewicza: "Михаил, Михаил эта песня для тебя..." Pamiętacie?
Od czasu do czasu to nuciłam, a przed chwilą włączyłam kanał "Historia" i co tam usłyszałam? Oczywiście "Михаил, Михаил..." Należę do pokolenia, które uczyło się w szkole rosyjskiego, nawet ten język zdawałam na maturze, więc coś tam jeszcze pamiętam i czasami lubię rosyjskiego posłuchać.

Zaczęłam od dygresji, chcę pisać o czymś innym. 

Zbliżam się do końca moich rzymskich relacji. Dobrze, bo sama już odczuwam przesyt tym tematem ("co za dużo, to niezdrowo..."). Ciągnę go jednak, bo chciałabym, zanim zapomnę, zostawić mały ślad tej podróży. Dzisiaj więc bardzo pobieżnie o jeszcze jednym ważnym miejscu w Rzymie.

                                                                        ***

 Przed południem znów pokonuję 124 stopnie i po zabytkowych schodach wchodzę na Kapitol. Chcę zobaczyć słynne rzymskie Bambino, które znajduje się w Kościele Santa Maria in Aracoeli (Matki Bożej Niebiańskiego Ołtarza). 

Kościół zbudowany w VI wieku na miejscu świątyni Junony Monety. Oczywiście w ciągu wieków był przebudowywany, teraz fasada jest późnośredniowieczna, a we wnętrzu dominuje barok.

Nie jest moim celem opisywanie tego niezwykłego kościoła, wspomnę tylko, że jest on trójnawowy, podzielony 22 antycznymi kolumnami przeniesionymi tutaj z różnych starożytnych ruin, na ścianach m.in. bardzo cenne freski z XV wieku, wspaniały ołtarz barokowy, niezwykłej urody posadzka Cosmatich.

 

Przede wszystkim Kościół Santa Maria in Aracoeli słynie z otaczanej w Rzymie wielką czcią figurki Dzieciątka Jezus.

Statua wykonana z drzewa oliwnego, które według tradycji, pochodzi z Ogrodu Getsemani w Jerozolimie. Uważa się, że rzeźba ma moc uzdrawiania. Przez lata była powozami dowożona do chorych i umierających dzieci. Teraz raczej podróżuje po Rzymie  karetkami pogotowia albo taksówkami, ale podobno na ulicach pojazd wiozący Santa Bambino, tak jak kiedyś, jest uprzywilejowany, chociaż w czasach obecnych figurka chyba bardzo rzadko opuszcza swoje stałe miejsce, to raczej dzieci są do niej przywożone.

 

Dzieci z całego świata piszą listy do Bambino. Żaden z tych listów nie może być przeczytany przez osobę dorosłą. W okresie Bożego Narodzenia dzieci się tu gromadzą, modlą, śpiewają, recytują wiersze i mówią o swoich bolączkach i marzeniach.

Niestety, w 1994 roku bezcenna rzeźba została skradziona i na jej miejscu umieszczono kopię, ale cieszy się ona tak samo wielkim kultem jak oryginał.

 

Ale  przejdźmy jeszcze raz po kościele. Na jednej z kolumn znajduje się taki otwór.

 

Turyści czekają w kolejce, żeby przyłożyć do niego ucho. Wyraźnie słychać jakieś dźwięki, szumy jakby muzykę. Przykro mi, ale nie wiem nic więcej na ten temat. Dlaczego ten otwór? Jakie to dźwięki? Nigdzie nie znalazłam żadnej informacji na ten temat.

niedziela, 23 sierpnia 2015

 

Telewizja przypomniała Olgierda Budrewicza, podróżnika, dziennikarza, pisarza i popularnego varsavianistę. 

Pamiętam, z jakim przejęciem wiele lat temu (chyba to były lata siedemdziesiąte) w niedzielne popołudnia oglądaliśmy w telewizji jego "Klub 6 Kontynentów". Takie podróże, o których mówił Budrewicz, nawet nam się wtedy nie marzyły. On był wszędzie, zresztą napisał nawet książkę o tym tytule "Byłem wszędzie". Książek napisał bardzo dużo, niektóre z nich wypożyczałam z biblioteki, czytałam, pamiętam, że jego reportaże ukazywały się też w "Przekroju" i w "Poznaj świat".

Ale nie o tym chciałam pisać.
Mój syn, dbając o moją kondycję, robi mi soki owocowe przy pomocy nowej wyciskarki. Bardzo to dobry sprzęt, znacznie lepiej się sprawdza niż dotychczasowa sokowirówka. Właśnie moim zadaniem jest teraz wypić dwie duże szklanki soku; w jednej jest pomarańczowo-grejpfrutowy, a w drugiej warzywny ze wszystkiego (marchew, burak, seler naciowy, liście szpinaku, kawałek rzepy, jabłko, pomidor, ogórek i aronia). Mam nadzieję, że jakoś podołam temu (zwłaszcza warzywnemu) eksperymentowi.

A teraz obejrzę ostatni odcinek "Rancza", ten sprzed wakacji. Wtedy nie mogłam go zobaczyć, więc nagrałam. Chyba trudno znaleźć większą entuzjastkę tego serialu ode mnie, ale o tym już kiedyś pisałam:)

 

I oczywiście luźne zdjęcia z Rzymu. 

 

 

 

 

niedziela, 16 sierpnia 2015

Wiem, że o pogodzie mówi się i pisze wtedy, kiedy brakuje ciekawszych tematów. Teraz jednak temat ten jest u nas trochę uzasadniony, ponieważ temperatury są rzeczywiście ekstremalne. Ekstremalne - tak myślałam do dzisiaj. Pisząc wczoraj maila do naszych przyjaciół w Stanach, w Arizonie, ponarzekałam na upał, a oni żartując z naszej pogody, podali mi link do ich instytutu meteorologicznego, który informuje, że temperatura w ich mieście wynosi +116°F, co oznacza +47°C!!! Zaniemówiłam! To więcej niż w Afryce! Jak można żyć w takim klimacie? Oni mówią, że już się do niego przyzwyczaili, funkcjonują głównie z samego rana, mają klimatyzowane domy, ale mimo wszystko, chociaż ja lubię ciepło, moja wyobraźnia tego nie ogarnia.

Ale dosyć o pogodzie!

Dopiero teraz przeczytałam książkę "Elka", o Elżbiecie Czyżewskiej. Pamiętam ją głównie z filmu "Wszystko na sprzedaż". Była wtedy znana i sławna.
Co za dramatyczna postać! Pełna sprzeczności, powikłań, nałogów, a jednocześnie namiętnie czytająca książki, kobieta światła, intelektualistka. Kiedyś aktorka sukcesu, blasku, sławy, później zagubiona, często samotna, mimo że lgnęła do ludzi i nieszczęśliwa, znienawidzona przez niektóre osoby.Trochę przypomina bohaterkę z klasycznej tragedii. Po śmierci wspominają Czyżewską znani aktorzy, reżyserzy, dziennikarze. Często są to wspomnienia bardzo zaskakujące. Ta biografia zrobiła na mnie niemałe wrażenie.

A teraz "obowiązkowo" parę luźnych zdjęć z Rzymu (jak mogłoby być inaczej?:))


To jest polski kościół św. Stanisława przy via Botteghe Oscure 15. W każdą niedzielę spotykają się tu rzymscy Polacy. Akurat zaczynał się ślub, nie mogłam zrobić więcej zdjęć.


Ulica "Polska" w Rzymie, w centrum miasta, przy Piazza Venezia. Hmm... jak by to powiedzieć?....

 

Nieopodal, przy via dei Delfini 16, Ambasada RP przy Stolicy Apostolskiej.

 

Rzym starożytny. Widok z Kapitolu.

niedziela, 09 sierpnia 2015

Jest upalne niedzielne przedpołudnie. Co można robić w taki dzień? Mam propozycję, pójdźmy razem na krótką wycieczkę po Rzymie. Tam w ostatnich dniach jest nieco chłodniej niż u nas, chociaż zawsze było odwrotnie.

Ubieramy się więc lekko, bluzka bawełniana, spodnie najlepiej lniane, okulary przeciwsłoneczne, jakieś jasne nakrycie głowy (ja nie noszę, bo okropnie nie lubię), do plecaka wkładamy plan miasta i niedużą butelkę wody. Potem będziemy butelkę napełniać przy ulicznych studzienkach (nie w fontannach!!!).

Spotkamy się przy znanym nam już Piazza Barberini. To jest ten duży plac, przy którym znajduje się fontanna z pszczołami. Jedziemy tam metrem.

Stamtąd idziemy w górę, w stronę Kwirynału, najwyższego z siedmiu wzgórz. Idziemy ładną, ale bardzo ruchliwą Via delle Quattro Fontane.

 

 

Po lewej stronie znajduje się rezydencja tego wpływowego rodu, Pałac Barberinich, zbudowany w latach 1627-33, pracowali przy nim czołowi architekci włoskiego baroku: Carlo Maderna, Francesco Borromini oraz Giovanni Lorenzo Bernini. Teraz mieści się tu Narodowa Galeria Sztuki Antycznej. Muzeum dzisiaj jest czynne w godzinach od 8.00 do 19.00. Bilet kosztuje 7 euro, ulgowy - 3.50. Mimo że nazwa Galerii sugeruje, jakoby znajdowała się tam wyłącznie sztuka antyczna, obejrzymy malarstwo takich artystów jak Caravaggio, Rafael, El Greco, Tintoretto, Tycjan i innych. Warto tam wejść.

Po zwiedzeniu Galerii idziemy kilkadziesiąt metrów dalej.  

 Za Pałacem Barberinich, przy najbliższym skrzyżowaniu, na czterech pałacach, znajdują się cztery oryginalne fontanny zaprojektowane przez Domenico Fontana w XVII wieku. Oto dwie z nich. To skrzyżowanie jest bardzo ruchliwe i niebezpieczne, pozostałych fontann nie mogłam sfotografować.

Tyber. Fontanna z wilczycą symbolizująca Rzym.

 

Fontanna z boginią Junoną i jedną z gęsi, które według legendy, uratowały Rzym.

 

Jeżeli już tutaj jesteśmy, to wejdziemy do małego kościoła, który jest "przyklejony" do fontann i wyrasta przed nami trochę na chodniku. Jest to Kościół Świętego Karola przy Czterech Fontannach (tak się nazywa). Ten malutki kościółek należący do bardzo ubogiego zgromadzenia Trynitarzy jest perłą baroku, zaprojektował go Francesco Borromini. Zwracamy szczególną uwagę na jasną piękną kasetonową kopułę, a także na falistą fasadę, chociaż, oglądając ją, trzeba uważać, bo ruch uliczny za plecami jest naprawdę bardzo duży.

A my jesteśmy już przy Via del Quirinale i zaraz kończy się nasz spacer. Zatrzymamy się jeszcze tylko przy najbliższej gelaterii. Zastanowimy się, jaki smak lodów wybrać, wybór jest wielki, nie warto długo myśleć. Sprzedawca najpierw zada nam pytanie, czy chcemy lody w waflu, czy w małym plastikowym pojemniczku. Ja wtedy odpowiadam: "di cialda" czyli wafel.

I doszliśmy do Kwirynału. Na zdjęciu pałac Prezydenta Republiki Włoch.

Przeszliśmy około dwóch kilometrów. Stąd też wszędzie blisko, do Piazza Republica, do dworca Termini, do Schodów Hiszpańskich, do Fontanny di Trevi.

Rozstajemy się, a ja pójdę jeszcze na Kapitol, chcę tam coś zobaczyć, ale o tym już w kolejnym wpisie. Mam nadzieję, że jesteście zadowoleni ze wspólnego niedzielnego spaceru.

niedziela, 02 sierpnia 2015

 

 

                                                                                                                                          Fot.damkuj 

niedziela, 26 lipca 2015

 Place, mosty, fontanny, a także schody. Rzym leży na wzgórzach, stąd te kilometry schodów. Ile kilometrów schodów ja pokonałam, zanurzając się się w przeróżne urokliwe boczne uliczki i zaułki, nie wiem, ale na pewno bardzo dużo. Żałuję, że na początku ich nie fotografowałam. Teraz przedstawiam przedeptane przeze mnie schody, ale te bardziej reprezentacyjne.



Schody Hiszpańskie, chyba najbardziej znane schody na świecie, największe i drugie pod względem szerokości. Każdy turysta musi tu być, spotykają się tu także rzymianie, przychodzą na plotki, a także tutaj najczęściej się zaręczają. W okresie Bożego Narodzenia na szczycie Schodów ustawiana jest szopka, na wiosnę odbywa się festiwal kwiatów, Festa della Primavera, a dotąd każdego roku miały tu miejsce pokazy największych światowych domów mody. Nie wiem, czy jeszcze się odbywają, ponieważ ostatnio były z tym jakieś zawirowania.

W celu uzupełnienia jeszcze tylko dodam, że Schody Hiszpańskie powstały w XVII wieku.
 

Panuje przesąd, że na Schodach Hiszpańskich nie wolno niczego jeść, a każdy turysta musi tu posiedzieć. Ja nie siedziałam, ale schodziłam z samej góry, 138 stopni, wiec chyba to też się liczy, chociaż w żadne przesądy nie wierzę:)

 

Reprezentacyjne schody, Cordonata, zaprojektowane przez Michała Anioła w połowie XVI wieku. Wejścia na Kapitol strzegą figury Dioskurów (Kastora i Polluksa) z końmi.

 



Schody na Kapitol (124 stopnie!). Prowadzą wprost do bazyliki Santa Maria in Aracoeli (Bazylika Matki Bożej Ołtarza Niebiańskiego), pochodzą z połowy XIV wieku, zostały wybudowane w 1348 roku jako dziękczynienie za ocalenie miasta przed dżumą.

 

 

Salita dei Borgia. Fragment schodów prowadzących na via Cavour.

 



 A jakie to schody? Dokąd prowadzą? Dokąd ja tędy szłam? Niestety, nie pamiętam. Będę jeszcze próbowała jakoś tego dociec.

 

 

Schody Borgiów. BAAARDZO długie i strome schody pomiędzy Via Cavour a Piazza di San Pietro in Vincoli. Ciekawe przejście.

Wejście do tych samych schodów przy Piazza di San Pietro in Vincoli

 

 Święte Schody (Scala Santa) przy Piazza San Giovanni in Laterano. Znajdują się one na wprost Bazyliki i prowadzą do kaplicy w starym pałacu papieskim z XVI wieku. 

Zgodnie z przekazem tradycji 28 stopni tych schodów w 326 roku przywiozła z Jerozolimy matka cesarza Konstantyna, święta Helena. Pochodzą one z pałacu Poncjusza Piłata, przed którym stanął Jezus przed ukrzyżowaniem. Panuje przeświadczenie, że po tych schodach szedł, by stanąć przed Piłatem, i że są one skropione Jego krwią. Po Świętych Schodach wchodzi się wyłącznie na kolanach, tak jest od wieków. Obecnie schody są chronione drewnianą obudową. To zdjęcie zrobiłam podczas wrześniowego pobytu w Rzymie, tym razem tam nie byłam.



Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast