Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
środa, 17 czerwca 2015

Zastanawiam się, jak spośród kilkuset zdjęć zrobionych w Rzymie wybrać te, które warto tutaj umieścić. Jakiego użyć klucza?

Niestety, nie będzie w tym chyba żadnego porządku, ale taki też jest charakter tego miasta, starożytność przeplata się ze współczesnością, cywilizacja z piękną przyrodą, a w tym wszystkim tłumy ludzi z całego świata. Wśród nich ja.

Tak jak we wrześniu, teraz też pojechałam do Rzymu sama. Wiele osób się temu dziwi, "jak to sama? - pytają. Przyjaciółki nade mną się litują, próbują wyszukiwać mi towarzystwo, nawet obcych ludzi, przewidują różne dramatyczne sytuacje, które mnie mogą spotkać i nie chcą w to uwierzyć, że ja lubię jeździć sama. Chodzę, dokąd chcę, oglądam to, co sobie wcześniej zaplanowałam i staram się bardzo dobrze wykorzystywać czas, nie tracę nawet godziny.

 

I wszystko jasne. Od razu wiemy, gdzie jesteśmy.

 

I jeszcze klasyczna wizytówka Wiecznego Miasta


I to też typowy widok rzymskiej ulicy.

 

Tymi ulicami szłam, szukając mojej ulubionej pizzerii. Kiedy byłam w Rzymie poprzednim razem, jadłam tam bardzo smaczną pizzę i jej smak pamiętałam przez cały czas. Teraz też tam poszłam. Wewnątrz, tak jak poprzednio, było dużo Włochów (co powinno być sygnałem, że jedzenie jest dobre), zamówiłam ten sam rodzaj pizzy i ... bardzo się zawiodłam. Nie smakowała mi tym razem zupełnie. Może się kucharze zmienili, nie wiem.

Ulubiony środek lokomocji amerykańskich turystów.

 

I tyle na dzisiaj. Wkrótce będą następne zdjęcia.

wtorek, 16 czerwca 2015

 

Do Rzymu poleciałam samolotem włoskich linii "Alitalia". Ponieważ samolot nie należy do moich ulubionych środków transportu, jeszcze przed startem zaczęłam bardzo intensywnie czytać książkę i czytałam ją przez cały czas z króciutką przerwą na wypicie serwowanego przez stewarda soku. Na lotnisku Fiumicino samolot wylądował chyba dziesięć minut przed planowym terminem. Na odbiór bagażu też nie trzeba było długo czekać. Wszystko poszło bardzo sprawnie.

 

Świat był słoneczny i piękny. Jadąc z lotniska, od razu zwróciłam uwagę na dojrzewające na drzewach cytryny i pomarańcze, a po głowie zaczął mi się kołatać fragment wiersza Mickiewicza:

"Znasz-li ten kraj,
Gdzie cytryna dojrzewa,
Pomarańcz blask
Majowe złoci drzewa?"


 

 Wzdłuż niemal całej trasy pięknie kwitły różnokolorowe oleandry. Poprzednio byłam w Rzymie we wrześniu, a wcześniej, w sierpniu, ale na przyrodę wtedy nie zwracałam większej uwagi. Teraz te oleandry - mówiąc kolokwialnie - biły po oczach.

Pobyt w Rzymie rozpoczęłam od pójścia do kiosku "Tobacco". Tam za 24 euro kupiłam sobie tygodniowy bilet na wszystkie rzymskie środki lokomocji. Mając bilet w plecaku, poczułam, że Wieczne Miasto należy do mnie:))

                         

Na bilecie tygodniowym trzeba napisać swoje imię i nazwisko, a także datę urodzenia. Kasuje się tylko raz, przy wejściu do pierwszego pojazdu, a potem już można jeździć przez 7 dni, nie wyjmując go z kieszeni, o ile oczywiście konduktor nie zechce sprawdzić, czy nie jedziemy na gapę. Za tydzień kupię następny bilet. Tylko żebym nie zapomniała! Zapisałam to na dwóch kartkach, jedną umieściłam w łazience, a drugą położyłam na biurku. W Rzymie za jazdę bez biletu płaci się podobno bardzo duże kary, nawet do 500 euro.

 

Ja przede wszystkim przemieszczałam się autobusami i kolejką. Metra bardzo nie lubię i zwykle go unikam. Raz skorzystałam, przejechałam siedem przystanków i czułam się bardzo niekomfortowo. Mimo że kolejka też jeździ głównie w tunelu, jazda nią jest znacznie przyjemniejsza niż metrem. Wiem jednak, że metro to najpowszechniejszy środek transportu, nie tylko w Rzymie.


Dotąd rzymskie metro miało tylko dwie linie, A i B. Parę miesięcy temu oddano linię C i mówi się już o przygotowaniach do prac nad linią D, która miałaby połączyć centrum Rzymu z miejscowościami nadmorskimi. Na tej mapce kółeczkami zaznaczyłam najczęściej odwiedzane przez turystów miejsca: Colosseum, Plac św. Piotra, Schody Hiszpańskie i Dworzec Termini. Może się to komuś przyda.



sobota, 13 czerwca 2015

Już wróciłam do domu. Dzisiaj rozpakowywałam walizkę, prałam i porządkowałam swoje rzeczy. Wrażeń bardzo wiele, myślałam, że mi nogi odpadną od chodzenia po mieście. Zrobiłam dużo zdjęć, przed chwilą rzuciłam na nie okiem i niestety, widzę, że są bardzo marnej jakości. Być może powinnam już kupić lepszy aparat. A Rzym oczywiście jest przepiękny! I ten upał wcale mi nie przeszkadzał w zwiedzaniu. Kiedy tylko rozejrzę się we wszystkim, napiszę więcej i postaram się jakieś zdjęcia tutaj umieścić. Pozdrawiam wszystkich w ten gorący sobotni wieczór:)

 

wtorek, 09 czerwca 2015

Jestem  w Rzymie. Od poczatku czerwca panuja tu wielkie upaly, ale ja juz je polubilam i kazdego dnia przemierzam wiele kilometrow, poniewaz chce zobczyc jak najwiecej.

Pisanie na tablecie to zadne pisanie, wiec koncze i pozdrawiam z Wiecznego Miasta:)

sobota, 23 maja 2015

Przeglądam stare fotografie z dawnych podróży. Nad jedną się zastanawiam, nie podpisałam jej i teraz nie wiem, kogo przedstawia ta figura, co to za postać i gdzie się znajduje. Zupełnie nie pamiętam, gdzie zrobiłam to zdjęcie. Na pewno przy jakiejś szosie, może jadąc z Warszawy do Krakowa, ale tego absolutnie nie jestem pewna. A czy ktoś z Was wie?

 

 

Teraz czekam na koncert Eurowizji. Bardzo mi się podoba Monika Kuszyńska i jej wykonanie ballady "In The Name Of Love". Pięknie śpiewa. Ciekawe, jak dzisiaj będzie oceniona.

środa, 20 maja 2015

 

Chora jestem i nic mi się nie chce. Najlepiej mi się tylko patrzy przed siebie. Żal wiosny, która zaraz przeminie...

poniedziałek, 04 maja 2015

Tym razem szybko minęły mi te świąteczne dni. Pierwszego maja zaprosiłam do siebie swoich zaprzyjaźnionych sąsiadów na kawę i na resztki włoskiego likieru limoncello. Oni zaczynają już sezon działkowy, więc skorzystałam z tego, że była dosyć brzydka pogoda i nie pojechali na działkę, razem miło spędziliśmy wieczór. Następnego dnia niespodziewanie przyszła przyjaciółka, długo rozmawiałyśmy, a w niedzielę syn zaprosił mnie na obiad do restauracji. Była to restauracja hinduska, dla mnie zupełnie nowa kuchnia o ciekawych smakach. I tak mi minął tzw. długi weekend. A jeśli chodzi o reminiscencje włoskie, to akurat przeczytałam książkę "Z widokiem na Italię. Jak zwariowałem na punkcie vespy, Włoch i Sophii Loren". Jest to dosyć zabawna opowieść o podróży po Włoszech na skuterze marki Vespa, zabawna, ale ja nie lubię takiego sposobu pisania, wszystko potraktowane niby żartobliwie, dla mnie zbyt pobieżnie.

Niektórzy planują już urlopy, zaczynają się wyjazdy.

Czytam w "Rzeczpospolitej", na co przede wszystkim zwracają uwagę ludzie, wynajmując pokoje w miejscowościach turystycznych. Okazuje się, że podstawowe pytanie dotyczy internetu, czy jest internet pyta 67% zainteresowanych osób. Dopiero na dalszych miejscach są pytania o łazienkę, dostęp do kuchni czy o telewizor. Widzę, że ja nie mieszczę się w tym schemacie, bo mimo że komputer jest dla mnie ważny i dużo czasu (zbyt dużo) przy nim spędzam, to zawsze najpierw upewniam się, czy pokój jest z łazienką. Na pewno nigdy też nie pytałam o kuchnię, bo na wyjeździe nie gotuję.
I tyle na dzisiaj. Jest już późno, więc mówię wszystkim "dobranoc"!

niedziela, 03 maja 2015

Mam nadzieję, że fiołki jeszcze gdzieś kwitną w lasach (leśne pachną najładniej), więc podaję dzisiaj przepis na sok fiołkowy. Może ktoś go zrobi. Przyda się ten sok na przykład do wody mineralnej albo do polania naleśników czy jako dodatek do lukru. A wzięłam go ze starej książki kucharskiej "Jedyne praktyczne przepisy..." Lucyny Ćwierczakiewiczowej (Warszawa 1885). 

                                   

"Obrać samego czystego kwiatu świeżych fiołków funt* jeden, włożyć w wazę porcelanową i nalać kwartą* wrzącej wody, przykryć natychmiast białą serwetą i zostawić w chłodnym miejscu przez dni 5. Po tym przeciągu czasu odcedzić przez czystą serwetę sok, zważyć go, wziąć tyle cukru, ile sok zaważy, nalać cukier sokiem i gotować na wolnym ogniu w dobrze pobielanym rondlu do zwykłej gęstości soku. Po ostudzeniu wlać w butelki".

Wyobrażacie sobie, jaki zapach będzie w domu? Aha, jeszcze jedno. Kolor można ożywić dodając troszeczkę soku z cytryny.

 

 

*Funt staropolski to 0, 4052 kg, a kwarta - 0, 9422 litra

 

 

niedziela, 26 kwietnia 2015

Przed Wielkanocą byłam kolejny raz w Kaliszu. Dzień był ponury, więc i zdjęcia nie są dobre. Kalisz, najstarsze polskie miasto. To robi wrażenie! Lubię chodzić tamtejszą Starówką. Ostatnio bardzo wypiękniała. Prawdziwa perła wśród starych miast. Dużo tu też ładnych sklepów, chociaż ceny w nich, z wyjątkiem produktów spożywczych, są wysokie, takie jak w Warszawie.

Ładne są fasady tych kamienic.

 

 

 

 

 

W Kaliszu urodził się Adam Asnyk i prawie przez dwadzieścia lat mieszkał w tym mieście, upamiętnia to tablica.

"Droga mnie wiedzie do starego grodu, 
Otoczonego ramionami Prosny;
Tam! wśród alei kasztanowych chłodu 
Czerpałem tchnienie pierwszej życia wiosny, 
Co w cudowności szatę się obleka,
Jak sen zstępuje i jak sen ucieka"...            /A. Asnyk: "Rodzinnemu miastu"/



 

 

 Na tej kamienicy umieszczono cztery medaliony przedstawiające zasłużonych dla Miasta Polaków: Adama Asnyka, Marię Konopnicką, Stefana Rogozińskiego i Marię Dąbrowską. Obok widnieje napis: "Sławią nasz gród".

 

Adam Asnyk pisał o Kaliszu: "...Gdy te domy i serca obaczę, jak dziecko ręce wyciągam i plączę..." 



Starówka ładna, przyjemnie się po niej spaceruje. Jednak kiedy weszłam obejrzeć podwórko przy jednej z kamienic, było brudno i nieciekawie. Podobnie przy ulicy kilkaset metrów oddalonej od Rynku Głównego. Ale może tylko miałam pecha, może mi się tak trafiło. Kalisz mimo to będę lubić.

piątek, 24 kwietnia 2015

 

       Pasztet mięsno-śledziowy albo śledziowo-mięsny

0,5 kg mięsa uduszonego z cebulą,

2 śledzie bez ości (myślę, że mogą być 4 części matiasów),

2 rozmoczone bułki,

5 ziemniaków ugotowanych w mundurkach

      Ziemniaki obrać, wszystko przekręcić przez maszynkę (albo użyć malaksera), dodać 2 łyżki masła, 3 jajka, sól i pieprz do smaku, bardzo dokładnie masę wymieszać, potem wyłożyć ją do wysmarowanej tłuszczem formy. Jeśli byłoby za gęste, można dodać trochę sosu, który powstał podczas duszenia mięsa, tylko trzeba uważać, żeby to nie było za słone. Piec 1 godzinę w temperaturze 180 stopni.

                                              *******

Przeglądając wczoraj stary zeszyt z przepisami kulinarnymi mojej mamy, znalazłam ten, trochę zaskakujący, przepis. Nie pamiętam, żebyśmy kiedyś w domu jedli taki "pasztet", mama go chyba nigdy nie robiła, ale myślę, że może warto nim się zainteresować, zwłaszcza, jeśli ktoś, tak jak ja, bardzo lubi śledzie. 

I jeszcze jedno. Niedawno pisałam o koniach biegających po ulicy w Wilanowie. Teraz można było zobaczyć dziki. Jednego z nich spotkano na placu zabaw w centrum ogromnego warszawskiego osiedla, jakim jest Ursynów: http://www.tvp.info/19791350/mlody-dzik-bawil-sie-na-ursynowskim-placu-zabaw-zwierze-zlapano-trafi-do-lasu.
Kilka tygodni temu po Żoliborzu chodził łoś, sarny podchodzą pod osiedla, teraz dziki. Zupełnie nie rozumiem tych zwierząt, dlaczego uważają, że w dużym mieście będzie im lepiej niż w lesie:)



 

Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast