Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS

Podróżuję

wtorek, 01 marca 2011
W mojej kuchni najważniejszym sprzętem jest radio, kiedyś już o tym pisałam.
W sobotę przed południem Jedynka nadawała program z Krynicy-Zdroju. Słuchałam z wielkim zainteresowaniem, bo bardzo dobrze znam Krynicę. Kiedyś przez wiele lat jeździłam tam z mężem, często nawet po kilka razy w roku. Mieliśmy bardzo dobry pensjonat,  zaprzyjaźnionych ludzi, to były piękne czasy. Chodziliśmy szlakami, opalaliśmy się, prawie każdego dnia w celu poprawienia kondycji wdrapywaliśmy się na Górę Parkową, oczywiście wstępowaliśmy do pijalni, do nowej, do Starego Domu Zdrojowego, do Słotwinki. Najczęściej piliśmy wodę Jana albo Słotwinkę, bo najsmaczniejsze, czasami dodawaliśmy do nich trochę Zubera, który jest bardzo niesmaczny. Często spacerowaliśmy po deptaku, oglądaliśmy piękne stare wille, obrazy sądeckich malarzy, a na przełomie lipca i sierpnia słuchaliśmy koncertów organizowanych przez Bogusława Kaczyńskiego w ramach festiwalu imienia Jana Kiepury.
W Krynicy odwiedzaliśmy także Muzeum Nikifora mieszczące się w willi "Romanówka" znajdującej się w centrum uzdrowiska, nad potokiem o nazwie Kryniczanka. Nawet bilet mi się jeszcze stamtąd zachował.
                                          

 Przypomnę tylko, że Nikifor to malarz prymitywista urodzony w Krynicy w końcu XIX wieku, zmarł w 1968 roku. Był człowiekiem biednym, upośledzonym psychicznie. Malował na skrawkach papieru, na kartkach ze starych zeszytów, na tekturze. W ten sposób powstało podobno ponad 80 000 obrazków. Kiedyś jego malarstwo było niedoceniane, wiele osób powyrzucało te "malunki" (a teraz żałują!), sama pamiętam obrazek Nikifora, który jeszcze kilka lat po jego śmierci można było kupić za grosze.
W Krynicy, w miejscu, w którym malarz najczęściej siadywał, wzniesiono pomnik Nikifora. Obok jest jego pies, a przy ławeczce walizka z farbami.

               
             

Zostały wspomnienia. Ach, Krynica...
                
niedziela, 20 lutego 2011
W sobotę musiałam być w małym mieście na Mazowszu, jego nazwa nie ma znaczenia. Postanowiłam pojechać tam autobusem PKS. PKSem nie jechałam od wielu lat i dotąd ten środek transportu raczej nieciekawie mi się kojarzył, ale wczoraj było czysto, punktualnie i grzecznie, a nawet interesująco. Na przystankach do autobusu wchodziły grupki ludzi i od razu rozpoczynały się ożywione dyskusje, oczywiście temat był jeden: polityka. Ludzie narzekali na obecną sytuację, mówili o swoich bólach, o swoich kiedyś kwitnących, a teraz pozamykanych zakładach pracy i z wielkim sentymentem wspominali epokę Gierka. Myślę, że zamiast ślepo wierzyć gazetowym i telewizyjnym sondażom, każdy polityk powinien od czasu do czasu przejechać się PKSem, wtedy uzyska najbardziej wiarygodną opinię na temat nastrojów społecznych.

W drodze powrotnej, kiedy jechało mniej ludzi, żeby się nie nudzić, pstrykałam zdjęcia przez mokrą szybę autobusu. Ciekawe, czy ktoś zgadnie,  jakie miejscowości mijałam.













A poza tym nic nowego, same smutki dookoła. Wszędzie, choroby i różne kłopoty. Zastanawiam się, czy kiedyś ludzie nie mieli tylu zmartwień, czy ja tego nie zauważałam.
środa, 09 lutego 2011
Bardzo mi się podoba nowa propozycja Googli: ART PROJECT . Nie musimy już jeździć za granicę, żeby zobaczyć dzieła najsławniejszych malarzy. Google dają możliwość obejrzenia ponad tysiąca obrazów znajdujących się w siedemnastu słynnych światowych muzeach. Mamy szansę zwiedzić Galerię Uffizi we Florencji, Ermitaż, Metropolitan Museum  of Art w Nowym Jorku, Galerię Tretiakowską, Muzeum Vincenta van Gogha w Amsterdamie, National Gallery w Londynie i inne. Można wędrować po muzeach i dokładnie przyglądać się poszczególnym obrazom, można je powiększać, zmniejszać i oglądać ze wszystkich stron. Swoje zwiedzanie zaczęłam od wizyty w Galerii Uffizi, będę chodzić od muzeum do muzeum. Bardzo mi się ta inicjatywa Googli podoba. A jeśli chodzi o sztukę, jedną z moich ulubionych stron jest TA. Kiedyś już podawałam ten adres. Kręcąc myszką po ekranie, można bardzo dokładnie obejrzeć całą Kaplicę Sykstyńską. Zastanawiam się tylko, czy po takim wirtualnym zwiedzaniu chciałoby mi się jeszcze, gdybym miała taką możliwość, pójść na przykład do zatłoczonej Kaplicy Sykstyńskiej, żeby zobaczyć freski Michała Anioła "na żywo". Jak myślicie, czy taki komputerowy kontakt ze sztuką nie zniechęci ludzi do odwiedzenia muzeów?

wtorek, 09 listopada 2010


Dzisiaj przed południem zwiedzałam świat z Google Street View. Bardzo mnie to wciągnęło. Obrazy z ulic są tak wyraźne, że mogłam nawet odczytać numer na drzwiach domu mojej przyjaciółki z Finlandii. Widziałam też domy moich rozlicznych znajomych w Stanach, zwiedziłam Portugalię, a potem pochodziłam ulicami Rio de Janeiro. Szkoda, że nie ma jeszcze obrazów z polskich ulic. Podobno Główny Inspektor  Ochrony Danych Osobowych (a jakże!) nie zgadza się na pokazywanie polskich ulic światu, bo niby zagraża to naszej prywatności. Nie bardzo wiem, na czym to zagrożenie polega, bowiem twarze ludzi i numery rejestracyjne samochodów celowo są pozacierane. Bardzo mi się te wycieczki podobają, na pewno to znacie.


Poza tym po raz pierwszy wypożyczyłam sobie trzy powieści do słuchania. Mam nadzieję, że będę mogła słuchać i jednocześnie na przykład robić porządek na półkach w szafie. Zaoszczędzę trochę czasu, gdyż ostatnio stale mi go brakuje.















sobota, 06 listopada 2010
Słyszę, że Papież, który jest teraz w Hiszpanii, jutro ma konsekrować bazylikę Sagrada Familia w Barcelonie.

Kilka lat temu jadąc w podróż po Hiszpanii, wiedziałam, że muszę być w Barcelonie, żeby koniecznie zobaczyć dzieła Gaudiego, gdyż wiele o nich wcześniej słyszałam. Oczywiście głównie miałam na myśli słynny kościół Sagrada Familia, symbol Barcelony, który jest zresztą jedną z większych atrakcji turystycznych Hiszpanii, ale inne budowle Gaudiego też zasługują na wielką uwagę.
 
Wybitny architekt, katalończyk Antonio Gaudi, prace nad kościołem rozpoczął jeszcze w XIX wieku. Przez wiele lat pracował z wielkim poświęceniem, nie brał za swoją pracę wynagrodzenia, mieszkał na budowie, ale i tak jego dzieło nie zostało zakończone, przede wszystkim dlatego, że Gaudi zginął w wypadku ulicznym w 1926 roku, a następcom nie było łatwo kontynuować to zadanie.
Sagrada Familia (kościół św. Rodziny) robi wielkie wrażenie. Jeśli chodzi o styl, jest to bardzo zmodernizowany gotyk, konstrukcja  pełna spokoju i harmonii. Nad budowlą unoszą się smukłe, strzeliste wieże, ma ich być osiemnaście. Każda z nich symbolizuje inną postać biblijną. Ta najwyższa (172 m) - Jezusa Chrystusa.
            
          

Zakończenie budowy bazyliki już dawno przewidziano na 2026 rok, ale jeśli konsekracja jest teraz, być może prace uległy przyspieszeniu. Warto znów pojechać do Barcelony i w upalny dzień posiedzieć na kamiennej najdłuższej ławce świata w parku Guell zaprojektowanym przez Gaudiego, przyjrzeć się rzeźbom, ornamentom i dekoracjom. Warto pójść pod dom mieszkalny Casa Mila także zaprojektowany przez Gaudiego. Budynek nie ma żadnego kąta prostego, wydaje się, że faluje, a kraty balkonów wiją się jak rośliny na wietrze. Ach, ten Gaudi! Dla niego samego warto polecieć do Barcelony!
czwartek, 01 lipca 2010

   Pytano mnie o kuchnię syryjską. Niewiele o niej wiem. To, co jadłam, bardzo mi smakowało. Na początku było mezze czyli przystawki, na przykład hummus. Jest to pasta z ciecierzycy wymieszanej z czosnkiem i cytryną. Były też pasty z bakłażana, jakieś sałatki, dip z bakłażana, pasty sezamowej, soku z cytryny i czosnku (to się nazywa Baba Ghanoush). Dania główne to na przykład ryż z mięsem i kawałkami pomidora z jakimiś przyprawami (maqlubba), mięso z różnymi jarzynami, klopsiki z bakłażanem, itp. Były też napoje i  słodycze, ciastka z orzechami polane miodem, czyli baklawa. Jak wiadomo, arabskie desery są obłędnie słodkie. Pamiętam wspaniale wyglądające torty i inne ciasta w Egipcie, których my nie mogliśmy jeść z powodu ich słodyczy. Te ciastka, które podano w Warszawie, były chyba trochę dostosowane do polskich gustów, smakowały mi, gdyż nie były tak przeraźliwie słodkie.

Wreszcie jest piękne słońce. Bardzo lubię taką upalną pogodę. Po kilku latach niejedzenia słodyczy, teraz moim głównym posiłkiem są lody i sorbety. Ciekawe, co z tego wyniknie, lepiej nie myśleć. 

W "Rzeczpospolitej" przeczytałam ciekawy artykuł "Prosimy nie kosić trawników". Może zainteresuje liczne blogowe ogrodniczki.



piątek, 25 czerwca 2010
Wczoraj byłam z przyjaciółką na otwarciu wystawy dokumentującej pięćdziesiąt lat pracy polskich archeologów w Palmyrze. 

    Palmyra to antyczne miasto w Syrii położone około 200 km od Damaszku. Jest to jeden z najciekawszych i największych (ok. 50 km powierzchni) kompleksów wykopalisk na świecie. Ślady pierwszej osady na tym terenie sięgają III tysiąclecia p.n.e. Polska misja archeologiczna prowadzi tam badania od 1959 roku. Rozpoczął je wybitny polski archeolog, ojciec polskiej archeologii śródziemnomorskiej, prof. Kazimierz Michałowski. Obecnie kierownikiem polskiej misji jest prof. Michał Gawlikowski z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. Polski zespół jest najdłużej pracującym ośrodkiem w Palmyrze. Dostarczył on bardzo wielu niezwykle ciekawych eksponatów dla tamtejszego muzeum. Obrazy i odlewy rzeźb, dzienniki pracy dokumentujące osiągnięcia polskich archeologów przedstawione są na tej wystawie otwartej wczoraj w Podchorążówce na terenie Parku Łazienkowskiego. Wystawa będzie czynna przez całe lato. W ramach Roku Palmyreńskiego odbędzie się też konferencja naukowa, a także wiele innych ciekawych imprez.

                           http://tymask.wordpress.com



           www.sacred-destinations.com

A to zdjęcia z wystawy:


 Młodzieniec ze służącym - relief nagrobny, pocz. III w. n.e.


 
     Głowa kobiety


          Relief grobowy  

Wczoraj w Warszawie padał deszcz. Szłyśmy na tę wystawę podczas największej ulewy, same przez cały Park Łazienkowski. Po raz pierwszy widziałam tak wyludnione Łazienki. Przemokłyśmy okropnie. Dobrze, że wystawa ciekawa, a syryjskie dania na bankiecie ufundowanym przez panią Ambasador Syrii, która też tam była obecna, bardzo smaczne.
niedziela, 05 lipca 2009

Ponieważ ja nigdy nie byłam w Olsztynie, więc wczoraj, w sobotę, postanowiliśmy z przyjaciółmi tam się wybrać. Jechaliśmy około czterech godzin, długo, ponieważ na dziewięćdziesiątym kilometrze był wypadek i długo staliśmy w korku. A tak na marginesie, przed nami stał tam niebieski ford, którego właściciel miał poczucie humoru i na tablicy rejestracyjnej napisał "Nie płacz, kiedy odjadę...". Nie płakaliśmy, przeciwnie, ogarnęła nas radosna euforia, gdy po godzinie wreszcie się od nas oddalił.

Olsztyn bardzo mi się podobał. Większość czasu spędziliśmy na Starym Mieście. Był piękny słoneczny dzień, nie za gorący, w sam raz na spacery. Przeszliśmy przez Wysoką Bramę, obejrzeliśmy zamek, zwiedziliśmy katedrę, pochodziliśmy uroczymi uliczkami, posiedzieliśmy, porozmawialiśmy i miło spędziliśmy czas. Po drodze zajechaliśmy także do Gietrzwałdu, ale o Gietrzwałdzie już tu pisałam. Niestety, nie mogłam robić żadnych zdjęć, gdyż okazało się, że w aparacie wyczerpały się baterie. W drodze powrotnej złapała nas wielka ulewa. Musieliśmy zatrzymać się na poboczu, ponieważ widoczność była zerowa. Wycieraczki nie nadążały ze zbieraniem wody. 

wtorek, 21 kwietnia 2009

Jeszcze kilka zdjęć z Zakopanego. Na początku Dolina Chochołowska. Byliśmy tam w poniedziałek wielkanocny. Był to jednocześnie sprawdzian naszej kondycji, przeszliśmy 16 km (8 km w jedną stronę i 8 z powrotem).

    We wtorek też odbyliśmy długą wyprawę, poszliśmy zobaczyć kościół na Olczy. Mówiono nam, że jest bardzo ładny, ale nie przypuszczaliśmy, że jest tak piękny. W głównej ścianie i w wielkich oknach znajdują się witraże o niezwykłych, artystycznie dobranych barwach, ołtarz wyłożony białym marmurem, a wielkie drzwi i rzeźby wykonane w modrzewiowym drewnie. Radzę wszystkim podczas pobytu w Zakopanem odwiedzić ten kościół, Sanktuarium Matki Bożej Objawiającej Cudowny Medalik.

Bryła kościoła złożona jest z pięciu części przypominających dłonie złożone do modlitwy.

Widok na Olczę

czwartek, 16 kwietnia 2009

Święta spędziłam w Zakopanem. Bardzo jestem z tego wyjazdu zadowolona. Była przepiękna słoneczna pogoda i niezwykle miła, świąteczna atmosfera. W kościele cudne góralskie śpiewy mieszkańców Podhala, którzy na Wielkanoc założyli swoje najładniejsze regionalne stroje. Nawet małe dzieci ubrane były w haftowane cuchy i kapelusze.

W górach leży jeszcze śnieg, a na szlakach jest błoto. Tam, gdzie nie ma śniegu, całe pola są pokryte krokusami, tak jak na tych zdjęciach:

          

          
          
          

          A teraz trochę innych zdjęć:

         
          W drodze

         
          Na Cyrhli

         

          

         



         

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast