Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS

Spaceruję

poniedziałek, 18 kwietnia 2011
 
     

     
Wreszcie przyszła na Ursynów, piękna, kolorowa.
    "Wiosna radosna
Jak sosna tak prosta
Rozpustna zaczepna okrutna
Kwitnąca dysząca
I w pąkach w zającach
I w zwierzu w roślinie
Pęcznieje coś pilnie
Wybucha jak tchnienie
I znika marzenie..." 

                 /Wiesław Dymny, Piwnica pod Baranami/
poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Kilka dni temu rozmawiałam z synem o trudnościach związanych z kupnem pewnej potrzebnej mi książki. Pytałam o nią w kilku księgarniach i nigdzie nie było. Wtedy syn mi poradził, żebym sprawdziła w Trafficu.
- A gdzie jest ten Traffic? - pytam.
- Na Brackiej.
- W którym miejscu na Brackiej?
- No, jak to? Na rogu Brackiej i Chmielnej.
- A gdzie tam jest księgarnia? Nie kojarzę.
- Po lewej stronie, idąc w kierunku  Świętokrzyskiej.
 W dalszym ciągu nie wiem.
- Mamo, nie wiesz? U Braci Jabłkowskich - mówi syn.
- No, to od razu trzeba było tak mówić!!! Jeśli u Braci Jabłkowskich, to wszystko jasne!

Jak silna musi być tradycja tego miejsca, kiedy po tylu latach, każdy mieszkaniec Warszawy nie mówi o nim inaczej, jak tylko "u Braci Jabłkowskich".
 

Gmach Braci Jabłkowskich to dawny dom towarowy zbudowany w 1913 roku, jedyny warszawski dom handlowy przed wojną. Budynek należy do najwybitniejszych osiągnięć polskiej architektury tamtych czasów.
Pięciopiętrowy dom towarowy Braci Jabłkowskich pomimo ówczesnych trudności związanych z transportem był bardzo dobrze zaopatrzony. Można tam było kupić wszystko, od drobiazgów pasmanteryjnych do wyposażenia wnętrz, a na jednym z pięter mieściła się kawiarnia. Firma prowadziła też sprzedaż wysyłkową i wydawała katalogi handlowe.
    Plakaty reklamowe Braci Jabłkowskich:
             
            
                         
               Na szczęście budynek ten jako jedyny w tym rejonie nie uległ zagładzie wojennej. Po wyzwoleniu jego losy były bardzo burzliwe. Mieścił się tam między innymi pedet, potem Centralny Dom Dziecka, pamiętam, że chyba też dom obuwia, dom rzemiosła, a ostatnio od kilku lat ma tu swoją siedzibę Traffic Club (to taka odmiana empiku, księgarnia, salon muzyczny, czasopisma, grafika, itp. - wszystko razem.)



Wnętrze Domu Braci Jabłkowskich zdobiły piękne witraże znanego artysty grafika, Edmunda Bartłomiejczyka. Na moich zdjęciach nie prezentują się one zbyt dobrze. W rzeczywistości są bardzo ładne.








W Trafficu ustawiono stoły, przy których można czytać, ale kiedy zabraknie miejsc, czyta się, siedząc na schodach.






niedziela, 27 marca 2011
    
  Pani Wiosna na Nowym Świecie. Prawda, że piękna?

Bardzo słoneczna była ta niedziela, chociaż trochę chłodna. Mój syn brał dziś udział w Półmaratonie Warszawskim (21 km). Ukończył bieg w bardzo dobrym czasie i jestem z niego dumna. Byłam wtedy w mieście i widziałam, jak biegacze z wielkim hartem ducha i ciała biegli do mety na Krakowskim Przedmieściu, kilka tysięcy ludzi z całej Polski, mężczyźni i kobiety, młodzi i bardzo dojrzali (mówiąc eufemistycznie), szczupli i tędzy. Patrzyłam na nich z podziwem, bo imponują mi ludzie, którzy mają w życiu pasje.

    
        Atmosfera na mecie    

    
     Niedziela na Placu Zamkowym

     
W oddali widać budujący się  Stadion Narodowy   
    
    
          Kwiaty na Chmielnej   

    

sobota, 26 marca 2011
Centrum Warszawy w piątkowe południe.
Na ulicach mało ludzi, może dlatego, że było bardzo zimno i okropnie wiało.


Ulica Emilii Plater. Jeśli pójdziemy prosto, dojdziemy do Dworca Centralnego.


Świętokrzyska. Brzydkie są te bloki. Na jednym z nich (na tym dalszym) przed wielu laty wisiał wielki neon "Zwiedzajcie Ziemię Sądecką". Przechodząc tamtędy, zawsze zastanawiałam się, jak ta Ziemia Sądecka wygląda i czy ją kiedyś zwiedzę. Nie przypuszczałam, że już niebawem zacznę jeździć w te piękne okolice każdego lata.


Nic na to nie poradzę, że lubię Pałac.



sobota, 12 marca 2011
  Ładny, wiosenny dzień. Pierwszy tak ciepły dzień tego roku. Zmobilizowałam się do domowych porządków. Przed południem przeglądałam teczki z dokumentami, usuwałam stare, wkładałam nowe. Strasznie tych papierów jest dużo. Przydałaby się sekretarka do prowadzenia domowego biura. Potem zabrałam się za półki z odzieżą. Na szczęście obok mnie, w sąsiednim domu ma swoją siedzibę stowarzyszenie społeczne, które prowadzi działalność charytatywną i między innymi prowadzi zbiórkę odzieży. Posegregowałam więc to, czego chcę się pozbyć. Rzeczy, które są w dobrym stanie, a których nie noszę, w poniedziałek oddam do stowarzyszenia, a pozostałe pójdą do kontenerów na podwórku. I od razu zrobiło się luźniej na półkach, a jednocześnie większy ład zapanował w głowie, bo jedno z drugim się wiąże. Kiedyś powtarzałam swoim domownikom, że bałagan w domu oznacza także bałagan w głowie.

 Po południu pojechałam do Muzeum Etnograficznego przy Kredytowej. Wstyd się przyznać, ale ostatni raz byłam tam chyba ze dwadzieścia lat temu, a jest to bardzo ładne i ciekawe muzeum. Jego zbiory liczą ponad 76 tysięcy obiektów. Obok Galerii Polskiej Sztuki Ludowej prezentowane są tam wystawy dotyczące życia mieszkańców Azji, Afryki oraz Australii i Oceanii. Ja zdążyłam zwiedzić tylko galerię polską i to niedokładnie, wystawę rzemiosła i rękodzieła ludowego obejrzałam bardzo pobieżnie, będę musiała tam pójść jeszcze raz. Muszę powiedzieć, że wszystko oglądałam z wielkim zainteresowaniem, wzruszeniem i refleksją nad minionymi czasami. Zrobiłam tam kilka zdjęć.


Galeria Polskiej Sztuki Ludowej. Malarstwo ludowe i rzeźba wiążą się przede wszystkim z kultem świętych.




Polskie obrzędy doroczne
Ta ekspozycja ukazuje tradycyjne zwyczaje i obrzędy świąteczne związane z porami roku.


Na wystawie zaaranżowana jest też XIX-wieczna wiejska izba przygotowana do wieczerzy wigilijnej.


Ekspozycję zimową zamykają kolędnicy-przebierańcy.


Polskie stroje ludowe z okresu od końca XIX wieku do II wojny światowej. Wystawa przedstawia 40 oryginalnych strojów chłopskich z 27 regionów Polski.










niedziela, 24 października 2010
Moi goście właśnie odlecieli. Kupiłam im na pamiątkę bardzo ładnie wydany album o Polsce z angielskim tekstem. Dziękuję, że mi tak dobrze poradziliście.

   Dzisiaj po południu chodziłam z kijkami nordic walking po Polu Mokotowskim. Pole Mokotowskie to duży (około 70 ha) park w centrum miasta, przed wojną było tu lotnisko i ogródki działkowe.



Na Polu Mokotowskim znajduje się Pomnik Szczęśliwego Psa.



Kiedy na ten pomnik patrzymy, przypomina się szkocki Greyfriar's Bobby, chociaż tamten pies nie był szczęśliwy.
Legenda mówi, że pewien rolnik, John Grey, pojechał do Edynburga, żeby sprzedać swoje zwierzęta, ale tam zachorował i zaraz umarł. Mały piesek, Bobby, podążał za trumną swojego pana i każdego wieczora chodził na jego grób, mimo że stale był stamtąd wyrzucany. Właściciel gospody karmił biednego psa, w końcu ludzie zwrócili się z prośbą do miejscowych władz, żeby pozwoliły mu sypiać na tym grobie. Tam wierny pies spędził resztę swojego życia.
Greyfiar's Bobby ma swój psi pomnik.

Ale wracamy na nasze Pole Mokotowskie.



Takich dziwactw nie lubię. Nie wiem, o co chodzi w tej rzeźbie.



Ale kolory!!!



czwartek, 07 października 2010
Ktoś mi powiedział, że już czas przykryć wreszcie czymś tę dorożkę. Spróbuję, chociaż nic się u mnie nie dzieje, o czym warto by napisać. Może tylko niedzielny spacer był jaśniejszym punktem w tej szarzyźnie.

Byłam w zalanych słońcem Łazienkach. Najczęściej, idąc do Łazienek, wszyscy raczej się gromadzą w okolicach Pałacu Na Wodzie. Ja tym razem weszłam bramą obok Belwederu. Wstyd się przyznać, ale niektóre zakątki odwiedziłam chyba po raz pierwszy od kilkunastu lat. Było ciepło i bardzo przyjemnie, wszędzie pełno wiewiórek, które bezczelnie domagają się orzechów. Po spacerze spotkałam się z synem, który właśnie wracał z biegu "Biegnij Warszawo". Syn zaprosił mnie na obiad do restauracji "Quchnia Artystyczna" w Zamku Ujazdowskim. Restauracja prowadzona przez Martę Gessler jest popularna w Warszawie, ale muszę powiedzieć, że zarówno menu jak i obsługa zrobiły na nas złe wrażenie.

Przejdźmy się razem po Parku Łazienkowskim.







Popiersie Aleksandra Kamińskiego, autora "Kamieni na szaniec".









Norwida też można w Łazienkach spotkać.





poniedziałek, 27 września 2010
Ostatnie dni spędziłam w duchu sportowym. W sobotę poszłyśmy z przyjaciółką na bardzo długi spacer do Lasu Kabackiego z kijkami nordic walking. Po powrocie do domu obie stwierdziłyśmy, że szalenie nam odpowiada chodzenie z kijkami i już umówiłyśmy się na następną wędrówkę.
W niedzielę natomiast w Warszawie odbywał się maraton, w którym oczywiście mój syn brał udział. Ponieważ pogoda była piękna, postanowiłam pojechać na Plac Zamkowy na metę maratonu, żeby zobaczyć, jak wygląda zakończenie takiego wyścigu i w jakim stanie są zawodnicy po przebiegnięciu ponad 42 kilometrów. Było tam bardzo dużo ludzi, a każdy zawodnik był witany na mecie tak, jakby to on był zwycięzcą maratonu, niezależnie od czasu, jaki osiągnął.





Potem, skracając sobie drogę, poszłam przez cudowny o tej porze roku Ogród Saski. Tam już widać jesień.

"W Saskim ogrodzie koło fontanny
Jakiś się frajer przysiadł do panny
Była niewinna jak wonna lilia
Na imię miała panna Cecylia..."


poniedziałek, 20 września 2010
Dzisiaj na Placu Zamkowym zobaczyłam tłum golasów, które wzbudzały duże zainteresowanie przechodniów. Okazuje się, że jest to wystawa "Naga prawda o ubezpieczeniach" zorganizowana przez jedno z towarzystw ubezpieczeniowych i promująca ubezpieczenia. Wśród dwustu manekinów co piaty jest pomalowany na pomarańczowo, co ma podobno oznaczać, że co piaty Polak jest ubezpieczony na życie. Wkrótce wszystkie manekiny mają być pomalowane przez znanych artystów, a potem będą zlicytowane na aukcji, z której dochód ma być przeznaczony na pomoc chorym na nowotwory.








poniedziałek, 23 sierpnia 2010

To także Warszawa.







 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
Archiwum
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast