Kategorie: Wszystkie | Czytam | Gotuję | Podróżuję | Spaceruję
RSS
sobota, 05 maja 2012
DZIEŃ MAJOWY

     Przeczytałam w komentarzach do mojego ostatniego wpisu, że lubicie, kiedy piszę "o niczym", niech więc dzisiaj też będzie "o niczym".

Rano zrobiłam zakupy w pobliskim markecie, kupiłam wszystkiego po trochu i jak zwykle, za dużo. Zauważyłam, że młoda kobieta obok mnie wkłada do koszyka kilka bochenków ładnie wyglądającego chleba. Akurat tego chleba nigdy dotąd nie kupowałam, więc spytałam ją, czy on jest rzeczywiście taki smaczny, jeśli go tyle  kupuje. Odpowiedziała mi: "przepyszny" i zaczęła rozpływać się nad jego zaletami, że chrupiący, pachnący i długo zachowuje świeżość. Pewnie zawiera dużo polepszaczy - pomyślałam, ale zachętom uległam i włożyłam do wózka dwa długie bochenki. Teraz będę go jadła chyba przez dwa tygodnie! Zaaferowana nowym gatunkiem chleba zapomniałam kupić wody mineralnej, czyli tego, co w tak upalny dzień jest najważniejsze. Szybko wróciłam do domu, zjadłam śniadanie (chleb "może być" - jak mawiał mój mąż, kiedy mu coś smakowało) i zaraz pojechałam na działkę, po raz pierwszy w tym roku. Działka zaniedbana, że aż wstyd. Dziwię się, tym roślinom, że im jeszcze chce się rosnąć i trochę kwitnąć. Mnie natomiast nie chce się tam samej jeździć i jestem w trakcie podejmowania decyzji dotyczącej działkowej przyszłości. Pokręciłam się  trochę, dokonałam przeglądu tego, co zostało po zimie, opłaciłam, kogo trzeba było opłacić i wróciłam do domu.

      Wracając, wstąpiłam do mojej ulubionej cukierni i zaopatrzyłam się w ciasto. Sprzedają tam bardzo smaczne ciasto orkiszowe ze śliwkami, naprawdę dobre. A jakie babki drożdżowe!!!

      O siedemnastej miałam konwersację z anglistką na Skypie. Nasze spotkania polegają na tym, że wcześniej ja wysłuchuję jakiegoś artykułu angielskiego, a potem z panią Agnieszką rozmawiamy o jego treści. Jestem już ekspertką od turystyki w Brazylii, wiem wszystko na temat życia i podróży Ferdynanda Ossendowskiego, a dzisiaj zgłębiałam problem żywności organicznej, co to jest żywność organiczna i czy rzeczywiście jest lepsza od tej wytwarzanej metodą konwencjonalną. Muszę powiedzieć, że te spotkania sprawiają mi dużo przyjemności, odświeżam sobie to, co kiedyś umiałam.

       Potem poszłam na "majówkę" do kościoła, tam spotkałam koleżankę i po wyjściu z kościoła trochę pospacerowałyśmy. Najpierw ja odprowadziłam ją do domu, a potem ona mnie. Zdążyłyśmy omówić swoje problemy i powspierać się wzajemnie. Ona ma kłopot z żywieniem męża, który na większość produktów reaguje okropną alergią. Właściwie nie wie, co ma gotować, bo wszystko mu szkodzi.

       I tak minął mój dzień. Chciałyście, żebym pisała o niczym, to było o niczym:))

piątek, 04 maja 2012
O TYM NIE BĘDĘ PISAĆ!

Nie piszę, ponieważ nie dzieje się nic ciekawego, co byłoby warte publicznego odnotowania. Nie będę Was przecież informować o tym, że:

    - Gdzieś w pobliżu mojego mieszkania zagnieździły się szerszenie albo jakieś inne ogromne, głośno buczące owady. Jednego zauważyłam rano w pokoju na firance, a potem drugi przeleciał przez dwa pokoje, żeby mnie dopaść. Stoczyłam zawziętą walkę, wyprowadzając przeciwnika tą samą drogą do otwartego okna balkonowego.

   - Nadmierna czystość w domu się nie opłaca. Kiedy próbowałam wytrzeć z kurzu tylną ściankę telewizora, coś tam się poruszyło i teraz na górze ekranu i na dole są szerokie pasy, a sam obraz jest w wersji minimum. Biorąc jednak pod uwagę jakość programu telewizyjnego, problem ten znajduje się na samym dole mojej hierarchii kłopotów.

   - Udało mi się w końcu kupić żakiet, ale nie taki jak chciałam.

   - Córka sąsiadów jest dziennikarką telewizyjną i mówi w tej telewizji różne głupoty (przepraszam, nie mogę znaleźć eufemizmu!). Kiedy spytałam wspólną znajomą, jak ona może takie rzeczy mówić, usłyszałam: "Musi, ma kredyt".

   - Do mnie też przyszła wiosna, ale nic z tego nie wynika. Wszystkie dni spędziłam sama w domu.

   - Podobno w internecie ludzie naśmiewają się z tej piosenki "Koko, koko, euro spoko". Teraz jest w dobrym tonie kpić z kultury ludowej. Ja jednak zdecydowanie wolę piosenki oparte na tradycji ludowej, z muzyką łatwo wpadającą w ucho, od tych "utworów" ambitnych, "miastowych" z prymitywnymi, chamskimi tekstami i melodią, którą od razu się zapomina.

     Przecież nie będę o tym wszystkim pisać, bo kogo mogą interesować moje szerszenie czy moje zgorzknienie?

niedziela, 22 kwietnia 2012
URSYNÓW od tyłu

Niedzielne południe w Warszawie na Ursynowie. Trochę już widać wiosnę. Na pierwszym zdjęciu ratusz od tyłu. Właściwie na pozostałych zdjęciach Ursynów także jest "od tyłu", bo szłam opłotkami, front zawsze jest ładniejszy.

 

 

 

 

Tydzień popularnych imienin, Marka, Wojtka i Jerzego. Przede mną pytanie, co kupić. Alkohol nie, bo lepiej się znają na nim ode mnie, krawat nie, bo nie trafię, książki - nie wiem - wszyscy narzekają na brak miejsca, a poza tym, jeśli ich coś naprawdę interesuje, to sobie sami kupują.  I bądź tu człowieku mądry!

A jeśli chodzi o inne sprawy towarzyskie, to kilka dni temu dostałam numer telefonu mojej bliskiej koleżanki, z którą sto lat temu razem studiowałyśmy. Potem kontakt się urwał, ona gdzieś zniknęła. Teraz przeprowadziła się do Warszawy. Wczoraj do niej zadzwoniłam, okazało się, że mieszka na Ursynowie, dwie ulice dalej (wszyscy mieszkają na Ursynowie, jeszcze może niektórzy na Białołęce:)). Ciekawe, czy uda się nam odbudować dawną przyjaźń, bardzo jestem ciekawa.

Jak już chyba wspominałam, w maju przyjeżdżają moi Francuzi. Dzisiaj wybierają sobie prezydenta i narzekają, że nie mają na kogo głosować. Zobaczymy, kto wygra te wybory. Najpierw potrzebuję sobie kupić żakiet (lekki, jasny, bez podszewki), żeby mnie nie zastali w odzieży sprzed trzech lat, którą mają uwiecznioną na swoich rozlicznych zdjęciach zrobionych podczas ostatniego pobytu tutaj. Rozpoczęłam już także rozmyślania o sprawach kulinarnych, bo nie jedzą mięsa, a przygotowanie posiłku bezmięsnego jest zawsze dla mnie bardzo dużym wyzwaniem.

Dobrego ciepłego, zielonego tygodnia wszystkim życzę:)

 

poniedziałek, 16 kwietnia 2012
OBIETNICA POPRAWY

Niby nic ciekawego nie dzieje się, a ja jestem stale zajęta. Nie wiem nawet, jaka konkretnie jest tego przyczyna. Każdego dnia gdzieś chodzę, mam jakieś sprawy do załatwienia, a poza tym ostatnio bardzo absorbuje mnie przekładanie rzeczy z miejsca na miejsce, zastanawianie się, czy dany przedmiot będzie mi kiedykolwiek potrzebny i co z nim zrobić, wyrzucić czy zostawić. Na ogół potykam się o wszelakie "pamiątki", których w moim mieszkaniu jest bardzo dużo. Żal mi się tego pozbywać, ale wiem też, że wiele tych przedmiotów stanowi wartość emocjonalną jedynie dla mnie, a poza tym mieszkanie nie z gumy i trzeba też zachować zdrowy rozsądek. Niektóre rzeczy kładę na dole, na korytarzu i z przyjemnością stwierdzam, że bardzo szybko stamtąd znikają. Szczególnie cieszy mnie to, że błyskawicznie znikają książki i czasopisma. Widać, że mieszkam w nie najgorszym towarzystwie:))

 Wszystkich zaglądających tutaj pozdrawiam z wyrzutami sumienia, że piszę tak rzadko i o mało ciekawych sprawach, ale może się poprawię. Niech jeszcze tylko ta wiosna przyjdzie! Dzisiaj u nas lało przez cały dzień i jakoś było mi chłodno, w pewnym momencie nawet pozamykałam wszystkie okna w mieszkaniu, chociaż ja jestem z tych, którzy nie lubią nadmiaru ciepła w domu. I tyle na dzisiaj. Dobranoc!

 

wtorek, 10 kwietnia 2012
... I PO ŚWIĘTACH

 ... i po Świętach. Minęły spokojnie, miło, bez większych emocji. Pierwszy dzień rodzinny, rano w kościele msza za mojego męża, gdyż parę dni wcześniej były jego imieniny i urodziny, po południu poszliśmy na cmentarz, a drugi dzień z przyjaciółmi, z którymi przyjaźnimy się od ponad trzydziestu lat i więzy pomiędzy nami są być może silniejsze niż w niejednej rodzinie. Jeśli natomiast chodzi o stronę kulinarną tych dni, ostatnio szczególnie wyspecjalizowałam się w robieniu mazurków pomarańczowych, a tak w ogóle to jakoś nie mogę przyzwyczaić się do faktu, że nie jestem matką rodziny wielodzietnej ani nie prowadzę stołówki i wszystkiego przygotowałam w ilościach znacznie przekraczających nasze możliwości konsumpcyjne. Teraz jestem niezmiernie wdzięczna, jeśli ktokolwiek zechce wziąć ode mnie foremkę ciasta, pasztet, białą kiełbasę, czy coś tam jeszcze, ale chętnych za dużo nie ma, gdyż wszyscy mają podobnie. Postanowiłam sobie zapisać w moich notesach i kalendarzach, żeby na na następne Święta przygotować tych wszelakich dobroci przynajmniej o połowę mniej.

Na zdjęciu śliczne tulipany, które dostałam od mojego dziecka wraz z obrotową tacą, na której te tulipany stoją. Zastanawialiśmy się nad przeznaczeniem takiej tacy, było kilka różnych pomysłów. Zdjęcie robione wieczorem, dlatego takie marne.

 

  

piątek, 06 kwietnia 2012
WIELKANOC

                                           /Hans Memling: "Zmartwychwstanie", XV w./

         Wszystkim Wam, Drodzy, którzy tu zaglądacie, składam serdeczne życzenia na Wielkanoc. Zdrowych, spokojnych Świąt!

           

czwartek, 29 marca 2012
BAJKOWE ZNACZKI

W pobliskim kiosku kupiłam pocztówki świąteczne i znaczki pocztowe. Byłam bardzo rada, że akurat są znaczki, bo ostatnio można je zdobyć tylko na poczcie, w kioskach trafiają się jedynie przed świętami. W domu powpisywałam życzenia i wkładając kartki do kopert, spojrzałam na te znaczki.  Nie ma na nich wydrukowanej ceny, są oznaczone literami, w ten sposób poczta wydawała je w czasach, kiedy nie mogła nadążyć za inflacją, teraz widać, że znów się do tego wraca.  Na znaczkach znajduje się czerwone serce i napis: "kocham cię". No, to już nadmiar dobrego!!! Taka deklaracja przy pomocy znaczków nie jest mi niezbędna! Pomaszerowałam więc na pocztę i kupiłam "neutralne", z jakimś zamkiem w górach. A mówiąc nieco poważniej, dziwię się, że przy tak bogatej naszej tradycji filatelistycznej nie ma już ładnych polskich znaczków. Wiem, co mówię, bo przed laty jednym z moich rozlicznych hobby było właśnie zbieranie znaczków, wtedy projektowali je najznakomitsi polscy graficy. Ja przede wszystkim zbierałam serie z ilustracjami bajek. Miałam ich dużo, różnych, ładnych, znanych i mniej znanych.  Może pokażę jedną z nich. Chociaż zdjęcie chyba nie będzie chyba zbyt wyraźne, bohaterów bajek można rozpoznać.

     

        Na świecie też wydawano ładne serie z bajkami. Ta poniższa pochodzi z byłego Związku Radzieckiego.  

   

    

     

wtorek, 27 marca 2012
BEZ TYTUŁU

    Tak mi przykro, kiedy widzę, że tu zaglądacie, a ja nic nie piszę. Każdego ranka obiecuję sobie, że tego dnia już na pewno znajdę trochę czasu, który będę mogła poświęcić blogowi, ale potem pojawia się tyle różnych zajęć i spraw do załatwienia, że wieczorem jestem już bardzo zmęczona.

     Ostatnio stale mi się coś psuje w domu, wcześniej komputer, potem lodówka, a teraz coś się dzieje z moją kuchenką. Dotąd funkcjonowała dobrze, ale w niedzielę próbowałam zmienić czas i wtedy zegar zupełnie zniknął i nie można było go przywrócić. Zegar może jest mniej ważny, ale wraz z nim zniknęła także możliwość ustawienia temperatury piekarnika. Po wielu wysiłkach udało mi się jakoś ten zegar ustawić, ale teraz śpieszy się o 25 minut, a piec można tylko w 180 stopniach, nie inaczej. Inaczej nie można ustawić.

Właściwie to powinnam zrobić tak jak jeden z moich sąsiadów. Ma dwa zegarki, jeden jest ustawiony na czas letni, a drugi na czas zimowy i nie musi przesuwać wskazówek. Ja powinnam mieć dwie kuchenki , wtedy nie byłoby kłopotu.

      Przeczytałam te głośne listy Osieckiej i Przybory. Muszę powiedzieć, że trochę mnie ta lektura znudziła, listy monotonne, podobne jeden do drugiego, a poza tym trochę niekomfortowo się czułam, czytając intymne wyznania ludzi, którzy jeszcze niedawno żyli, byli osobami publicznymi i chyba nie przypuszczali, że ich zwierzenia zostaną upublicznione. Prawdę powiedziawszy, dziwię się, że rodziny zgodziły się na wydanie tej lektury już teraz. Kiedyś na wydanie dzienników Marii Dąbrowskiej czekano chyba czterdzieści lat od śmierci pisarski. No, ale teraz są inne obyczaje.

      I znów zimno i ten okropny wiatr, podobno w sobotę ma nawet padać śnieg, a ja już pochowałam wszystkie ciepłe ubrania.

wtorek, 20 marca 2012
WARSZAWA przed południem

     Pamiętam lata, kiedy w pierwszy dzień wiosny na ulicach można było spotkać kobiety sprzedające bukieciki fiołków. W tym roku na fiołki, zawilce i przylaszczki trochę jeszcze musimy poczekać.

     W niedzielę byłam w prywatnym muzeum, to znaczy może niezupełnie w muzeum, ale tych zbiorów, które tam się znajdują, przeciętne muzeum etnograficzne na pewno by się nie powstydziło. Byłam w domu rodziców mojej przyjaciółki, jej ojciec był dziennikarzem, jeździł po całym świecie i z każdej podróży przywoził jakieś eksponaty. Są tam przedmioty codziennego użytku, maski, piękne naczynia, kostiumy, drzeworyty, rzeźby, figury zwierząt, obrazy, itp. Każdy centymetr mieszkania jest wykorzystany na ekspozycję. Niestety, mali wnukowie, których chęci do bawienia się tymi przedmiotami trudno ujarzmić, trochę te zbiory naruszyły.

     A teraz jeszcze parę zdjęć ze spaceru po mieście. Niestety, jakoś mi te zdjęcia ostatnio się nie udają. Nie wiem dlaczego.

 



Ulica Marszałkowska przy skrzyżowaniu z Królewską.



Krakowskie Przedmieście, w głębi widać Plac Zamkowy i kolumnę Zygmunta.

 

 

Barokowy kościół sióstr wizytek. Przed nim pomnik Prymasa Wyszyńskiego, wewnątrz znajdują się organy, na których grał Fryderyk Chopin.

 

Ogród Saski. Widać fontannę, koło tej fontanny "jakiś się chłopiec przysiadł do panny".

 

Grób Nieznanego Żołnierza, obok skrzydło Teatru Wielkiego.     

        

 

 

 

 

poniedziałek, 12 marca 2012
JESZCZE RAZ

Wracam do Dnia Kobiet. Akurat to święto nie jest dla mnie ważne i raczej w tym dniu nie dostaję żadnych kwiatów. W tym roku jednak przyniesiono mi te czerwone tulipany, które są mi szczególnie miłe. Podarował mi je Pan Profesor, mój sąsiad, który ma 98 lat (!!!) i jest w tak świetnej kondycji umysłowej, że wielu znacznie młodszych ludzi mogłoby Mu pozazdrościć. Ma doskonałą pamięć. Pamięta każdy szczegół z historii Polski, wszystkie wydarzenia z wojny, w której brał czynny udział, wszystkie wydarzenia z powstania warszawskiego, w którym walczył wraz z żoną od pierwszego do ostatniego dnia i potrafi bardzo interesująco i barwnie opowiadać o całym swoim długim, trudnym i niezmiernie ciekawym życiu.
O Panu Profesorze już pisałam
, ale o Nim można nieskończenie! Jest to poza tym uroczy, bardzo dowcipny człowiek.

Na zdjęciu obok tulipanów mój zielony ogródek, bazylia i szczypiorek.

środa, 07 marca 2012
OKULARNICY

Dawno już miałam ochotę wprowadzić jakieś zmiany w moim mieszkaniu. Dzisiaj w przypływie energii postanowiłam poprzestawiać meble, oczywiście tylko te, które sama byłam w stanie przesunąć. Najpierw stół poszedł pod okno, za chwilę zastanowiłam się, że jednak do okna musi być dostęp, może będzie lepiej, kiedy stół stanie prostopadle do grzejników. Nie, nie jest lepiej, bo przy tym ustawieniu stół zajmuje jedną czwartą pokoju. Wróciłam więc do sytuacji wyjściowej. Podobnie było z szafką, podobnie z komódką. Muszą stać tam, gdzie stoją. Zmęczyłam się okropnie, ale teraz mam pewność, że jest to układ optymalny i wiem, że w moim mieszkaniu nic już się nie da zmienić. Niestety!

Przed południem Anna Maria Jopek pięknie śpiewała "Okularników", bo dzisiaj rocznica śmierci Agnieszki Osieckiej. Kiedy słucham tej piosenki, zawsze się wzruszam, bo przypomina mi się moja młodość i lata studiów. I żal mi młodych ludzi, którzy teraz studiują, i zastanawiam się, jakie wspomnienia zostaną im z tych studiów. W restauracjach, przy kebabach, w marketach, a w najlepszym razie w butikach - wszędzie studenci. A kiedy czas na wspólne wyjazdy, kluby dyskusyjne, wycieczki, obozy naukowe, spacery, chodzenie razem na koncerty, do kina, wielogodzinne rozmowy przy winie?
Większość młodych teraz w czasie studiów pracuje. I chyba nawet nie wiedzą, co tracą. Szkoda!

A może jeszcze przytoczę tutaj ten tekst Osieckiej, bo - moim zdaniem - jest wzruszający.

            Okularnicy

             Między nami po ulicy,
pojedynczo i grupkami,
snują się okularnicy ze skryptami.
I z książkami,
z notatkami,
z papierami, kompleksami.
Itd., itp.,
itp., itd.,
itd.

Uszy mają odmrożone,
nosy w szalik otulone,
spodnie mają zeszłoroczne, miny mroczne.
Taki dzieckiem się nie zajmie,
tylko myśli o Einsteinie.
Itd., itp.,
itp., itd.,
itd.

Gnieżdżą się w akademiku,
mają każdy po czajniku.
I nie dla nich dewolaje,
i Paryże, i Szanghaje.
I nie dla nich bal i ubaw,
ani Lala, ani Buba.
Itd., itp.,
itp., itd.,
itd.

Tylko czasem przy tablicy,
wiosną jakiś okularnik,
skradnie swej okularnicy pocałunek.
Wtem okular zajdzie mgłą,
przemarznięte dłonie drżą.
Potem razem w bibliotece,
i w stołówce, i w kolejce.
Itp., itd.,
itd.

Wymęczeni, wychudzeni,
z dyplomami już w kieszeni,
odpływają pociągami,
potem żenią się z żonami.
Potem wiążą koniec z końcem
za te polskie dwa tysiące.
Itp., itd.,
itd. 

niedziela, 04 marca 2012
NIC CIEKAWEGO

 Ta straszna katastrofa! A dotąd wydawało się, że podróż pociągiem należy do najbezpieczniejszych. I w ogóle same smutki dookoła, choroby, zmartwienia, trudno już nawet to wszystko myślami ogarnąć.

Syn ma dzisiaj urodziny. Wpadł do mnie wieczorem, bo w ciągu dnia był bardzo zapracowany, przygotowywał jakieś dokumenty na jutro rano do pracy. Przyszedł do mnie, ale nawet nie mogliśmy dłużej porozmawiać, tylko złożyłam mu życzenia i od razu usiadł przy moim komputerze, żeby coś tam jeszcze uzupełnić, ale najważniejsze, że był. Kupiłam mu na urodziny kolejny krawat, ponieważ poprzednio dostawał ode mnie czerwone, ten jest w kolorze błękitno-turkusowym, zapewniano mnie w sklepie, że jest modny:)

Wieczorem z przyjemnością obejrzałam pierwszy odcinek drugiej serii mojego ulubionego "Rancza". Ciekawa jestem, czy ta seria będzie tak dobra jak poprzednia, bo różnie to bywa z dokrętkami.

Pozdrawiam wszystkich i życzę miłego tygodnia:)

 

 



niedziela, 26 lutego 2012
MIGAWKI

I znów dosyć długo mnie tu nie było. Jestem ostatnio w słabym, zimowym nastroju, a to nie służy pisaniu. Jak wszyscy, czekam bardzo na wiosnę i codziennie rano z niecierpliwością spoglądam za okno, żeby sprawdzić, czy już przyszła, ale sądząc po pogodzie, jaką mieliśmy dzisiaj, na tę wiosnę trzeba będzie jeszcze chyba trochę poczekać.

A poza tym zaczęłam chodzić do szkoły. Ostatnio miałam mało okazji do kontaktów z językiem angielskim i czytając e-maile z zagranicy, stwierdziłam, że dużo angielskich słów zapomniałam. Po tej konstatacji zapisałam się na kurs. Raz w tygodniu siedzę więc w ławce razem z dwiema młodymi dziewczynami i przez półtorej godziny pod okiem, a raczej pod uchem, młodej, sympatycznej nauczycielki rozmawiamy o modzie, o ACTA, o podróżach, o książkach, o filmach, ostatnio zahaczyłyśmy nawet o "Dynastię":)), itp. Dodatkowo jeszcze, zwykle w soboty, przez godzinę sama rozmawiam z tą nauczycielką na Skypie.

I tyle wiadomości z cyklu "Co robiłam?". Może jeszcze tylko dodam, że wczoraj odwiedziła mnie moja droga bratowa, razem spędziłyśmy kilka godzin i były to najprzyjemniejsze chwile w ostatnim czasie. Nie ma to jednak jak rodzina!

Czas mi biegnie zdecydowanie za szybko. Nie mogę ze wszystkim nadążyć, a tyle jest rzeczy do zrobienia, tyle książek do przeczytania! W piątek biblioteka przysłała informację, że czeka już na mnie zamówiona książka, którą mi kiedyś Ikroopka poleciła (Kathryn Stockett: "Służące"). Jutro ją odbiorę i zaraz będę czytać.

 W tej chwili telewizor donosi o nowej aferze w Polsce, okazuje się, że przez lata jedliśmy sól przemysłową, z dioksynami. Nieźle! I jak tu zachować pogodny nastrój, kiedy się słyszy takie wiadomości?

środa, 15 lutego 2012
KRZYSZTOPÓR i czas

Dzisiaj przed południem ktoś wynosił z domu choinkę, z której zwisały złote anielskie włosy. Choinka  trochę długo stała, ale jeszcze znajdowała się w dobrej kondycji. Ja akurat uświadomiłam sobie, że jutro już jest tłusty czwartek. Niby to powiedzenie, że czas szybko leci jest banałem, ale ten czas naprawdę pędzi jak szalony, kiedyś jakby płynął wolniej, zdecydowanie wolniej. Ale się porobiło!! Już koniec karnawału! Potem sąsiedzi zaprosili mnie na jutro na pączki. Miło!

W południe włączyłam radiową Trójkę, akurat odbywała się dyskusja z ekspertami na temat perspektyw, jakie mają młodzi ludzie, jeśli chodzi o emerytury. Wniosek z tej dyskusji jest taki, że właściwie żadnych perspektyw nie mają. Szkoda, że młodzi pewnie takich programów nie słuchają, bo gdyby słuchali, to na pewno doszliby do wniosku, że muszą natychmiast zacząć odkładać pieniądze na przyszłość, bo ona zapowiada się nieciekawie.

 

A teraz kolejny bilet wstępu, tym razem do zamku Krzysztopór. Zajechaliśmy tam, wracając z Bieszczad. Był rok 2006.

Bilet ciekawy. Na jego odwrotnej stronie znajdują się krótkie informacje na temat zamku, a także plan dojazdu. Mam nadzieję, że tekst będzie czytelny na blogu.

 

 

 



 

niedziela, 12 lutego 2012
TAK BYŁO

W piątek zadzwoniła do mnie przyjaciółka z informacją, że wieczorem nasza wspólna koleżanka będzie występować w koncercie zorganizowanym przez osiedlowy dom kultury, niedaleko ode mnie.  Niezbyt mi się tam chciało iść, trochę szkoda mi było czasu. Jednak obie doszłyśmy do wniosku, że Basi byłoby miło, gdyby nas tam zobaczyła i stwierdziłyśmy, że jednak pójdziemy, żeby sala nie była pusta. Spotkałyśmy się u mnie i kiedy wyszłyśmy, byłyśmy zdziwione, widząc mnóstwo ludzi idących w stronę tego domu kultury. Zajęłyśmy ostatnie wolne miejsca w wielkiej sali. Koncert był patriotyczny, śpiewano i recytowano utwory klasyczne, zwłaszcza dotyczące Kresów. Uważam, że była to bardzo udana impreza. Nas najbardziej interesował występ naszej Basi. Przyznam, że wypadła wspaniale, na scenie zachowywała się swobodnie, pięknie recytowała, ma bardzo dobrą dykcję, ładnie tańczyła i śpiewała. Nie wiedziałyśmy, że jest tak uzdolniona. Kiedy razem pracowałyśmy, jej talenty były ukryte. A swoją drogą zaskoczyło mnie to duże zapotrzebowanie okolicznych mieszkańców na takie amatorskie imprezy odbywające się w pobliżu domu. Nie przypuszczałam, że przyjdzie aż tyle osób. Po koncercie zjadłyśmy kolację u mnie i długo wspominałyśmy nasz wspólny czas.

A jeśli już mowa o wspomnieniach, dołączam kilka nowo odnalezionych zdjęć, w ramach cyklu "Przeżyjmy to jeszcze raz."

 Morskie Oko

"Wjechawszy, pomnij zatrzymać twe konie,
Byś się przypatrzył jezioru..."

Moja działka za dobrych czasów.

 

 

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 90
O autorze
Click for Warsaw, Poland Forecast free counters